CIEKAWSZE JEST STĄPANIE PO KRAWĘDZI

Teatr Miejski w Gliwicach_ wycinanka z Kucharzewskim_ Lekcja tańca_fot Karol BudrewiczWywiad z Łukaszem Kucharzewskim, aktorem z naszego stałego zespołu artystycznego grającym w Domu Spokojnej Młodości, Niezwykłym locie pilota Pirxa, Psim sercu, a także w premierowej Lekcji tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby. Rozmawiała Olga Ptak.

Olga Ptak: Od czasu ukończenia studiów pracował Pan w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze. Nie bał się Pan zmiany teatru? Jak się Panu pracuje w nowym zespole?
Łukasz Kucharzewski: Przez rok byłem wolnym strzelcem, grałem w reklamach, czytałem w radiu, prowadziłem warsztaty, ale zdałem sobie sprawę z tego, że nie za dobrze funkcjonuję bez teatru. Potrzebuję utożsamiać się z teatrem-instytucją, jak zawodnik z drużyną. Byłem sfrustrowany. Na szczęście los sprawił, że trafiłem na przesłuchanie do Łukasza Czuja i udało się. Cieszę się ogromnie – mam tu swoje miejsce i dużo pracy.
Z nowym zespołem pracuje się fantastycznie mimo, że znaleźliśmy się w dość trudnej i niecodziennej sytuacji, bo wszyscy jesteśmy w tym zespole nowi, „wybrani” z całej Polski. Myślę, że pierwszy sezon był nieco rozpoznawczy, a setki godzin prób pozwoliły nam się lepiej poznać. Jesteśmy bardzo młodym zespołem i nie ukrywam, że brakuje mi dojrzałych tzw. starych aktorów. Takich, od których można się uczyć, podglądać ich w pracy, radzić się. Ale nic to – przed nami kolejny sezon. Jesteśmy gotowi.

OP: Pański talent komediowy, umiejętne balansowania na pograniczu tragedii i komedii, mieliśmy okazję podziwiać m.in. w Domu Spokojnej Młodości w reż. Łukasza Czuja wystawianym na gliwickiej scenie. Obecnie pracuje Pan nad rolą w Lekcji tańca w Zakładzie Weselno-Pogrzebowym Pana Bamby na podstawie utworów Bohumila Hrabala i Jarosława Haška. Jak się Pan aktorsko odnajduje w specyficznej konwencji tych tekstów?
ŁK: Nie wiem na ile to tekst, a na ile specyfika świata, który buduje Łukasz Czuj. Poziom abstrakcji, w którym muszę się poruszać, jest dla mnie w tym wypadku tyleż fascynujący, ile niebezpieczny. Nie chcę przegiąć, bo nie lubię skrajności. Ciekawsze jest stąpanie po krawędzi. Świat obu tych spektakli jest niejednolity, dlatego intrygujące jest dla mnie poruszanie się po nim. To wymaga dużej czujności.

OP: Kolejny raz współpracuje Pan z Łukaszem Czujem. Może nie powinnam zadawać tego pytania, bo jest on przecież Zastępcą Dyrektora ds. artystycznych gliwickiego Teatru, a więc Pana przełożonym. Zaryzykuję jednak: co dla aktora jest najtrudniejsze we współpracy z nim?
ŁK: Żadnych pytań się nie boję! 🙂 Najtrudniejsze w pracy z Czujem jest dość długi proces klarowania się Jego wizji. Ostateczny obraz przedstawienia długo się wyostrza i bywa to męczące. Mnogość wersji każdej sceny niejednemu aktorowi zawróciła w głowie. 🙂 Trzeba jednak wiedzieć, że to szukanie wersji ostatecznej odbywa się zawsze w dialogu z aktorem – bardzo to cenię.

OP: Był Pan lektorem Radia Zachód w Zielonej Górze, pracował Pan również w dubbingu. Lubi Pan od czasu do czasu odpocząć od wzroku widzów?
ŁK: Nigdy o tym w ten sposób nie myślałem. Chyba dlatego, że w studiu rzeczywiście widza nie ma, ale ja nadal muszę swoją pracę wykonać dobrze – widz usłyszy przecież jej efekty. Często się tym stresuję. I chyba często za bardzo. 🙂 Co jakiś czas potrzebuję odpoczynku. Za podstawę higieny zawodowej uznaję ucieczkę z teatru. Uwielbiam uciekać, żeby wracać. 🙂

OP: Był Pan wykładowcą w Studium Aktorskim przy Regionalnym Ośrodku Edukacji w Poznaniu. Czego się Pan nauczył/dowiedział o sobie ucząc innych?
ŁK: Praca w studium wtedy, jak i warsztaty, które prowadzę dziś w różnych miejscach i z ludźmi w różnym wieku pozwalają mi segregować w mojej głowie świat teatru. Celowo unikam słowa „uczyć”, bo go nie lubię i dość jasno stawiam sprawę na pierwszym warsztatowym spotkaniu mówiąc, że będziemy o teatrze rozmawiać i zadawać sobie pytania. To właśnie nieustanne zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi jest dla mnie kluczowym elementem pracy w teatrze. Naturalnie bywa, że nie znam odpowiedzi na pytanie – przyznaję się i szukam jej razem z grupą. Czas warsztatów to dla mnie czas rewizji. Sprawdzam, czy moje postrzeganie teatru się zmieniło, czy umiem nazywać emocje i procesy i czy metody pracy działają.

OP: W najnowszym spektaklu gliwickiego Teatru zobaczymy Pana w roli Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego Partii Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa). Pana postać to „typ gruboskórny, o ciężkim poczuciu humoru. Traktuje ludzi z góry, wszędzie węszy interes. Cwaniak. Podpuszcza i kantuje kogo się da. Załatwia interesy na lewo. Kobieciarz”. Co Panu sprawia przyjemność w pracy nad tą rolą?
ŁK: Wszystko to, co Pani napisała. 🙂 To, że mogę traktować ludzi z góry i wszędzie węszę interes, i że mogę być cwaniakiem, kantować i być kobieciarzem! I w gruncie rzeczy ujdzie mi to na sucho. Poza tym lubię Zdenka Krogulczyka, bo to moje najbrzydsze wcielenie. 🙂 Czy wie Pani, że w słowniku języka polskiego PWN trzecią definicją słowa szarżować jest «o aktorze: przesadzać w grze»? No to sobie legalnie poszarżowałem!