To nie jest rewolucja nienawiści!

Wywiad z Andreiem Kureichikiem, wybitnym białoruskim dramaturgiem i scenarzystą, autorem sztuki „Białoruś obrażona”.

Andriei_Kurieichik, autor sztuki Białoruś obrażona, robi sobie selfie. Ma na sobie czerwoną koszulkę i jest uśmiechnięty. Jedną ręką pokazuje V – znak wolności. Zdjęcie z archiwum autora.

Andrei, proszę, opowiedz polskim widzom, co takiego dzieje się na Białorusi? Dlaczego ludzie wyszli na ulice i place i już tak długo walczą z władzą?

Dlaczego to wszystko zdarzyło się właśnie teraz, prawie 26 lat od tego momentu, gdy Łukaszenka zdobył władzę? Szczerze mówiąc, sam jeszcze tej wiosny nie oczekiwałem, że latem będzie rewolucja. Było wrażenie, że swoje kolejne wybory Łukaszenka przejdzie podobnie jak wszystkie pozostałe – sfałszuje, a wszyscy to przemilczą. Ale coś poszło nie tak i próbując sam to wszystko zrozumieć, odpowiedziałem sobie na to pytanie tak: pojawiły się nowe pokolenia ludzi, którzy nie wierzą w tę sowiecką estetykę, którą Łukaszenka proponuje, ludzi, którzy są otwarci na Europę, ludzi, u których nawet estetyka sztuki jest zupełnie inna, oglądają zachodnie filmy, zachodni teatr, czytają zachodnie książki, chcą europejskiego życia.

 

Właśnie te kobiety, dziewczęta, chłopcy i mężczyźni stworzyli podwaliny tej rewolucji. Ci optymiści, ci pogodni ludzie, tacy jak Masza Kolesnikowa, teraz będąca w więzieniu, którzy nigdy nie zajmowali się polityką, zapoczątkowali tę rewolucję, nie przyjąwszy oczywistego fałszerstwa, które ukryto. Problem w tym, że wszystko ukryto w pierwszym dniu. Jak bardzo próbował Łukaszenka wszystko wyłączać, nawet Internet, wszystko ukrywać, tak wszystko w pierwszym dniu stało się dla Białorusinów jasne i tego procesu nie dało się już powstrzymać. Ludzie pojęli, że rządzi nimi władza bez legitymacji.

 

Czy jeszcze możecie ze sobą wytrzymać?

Możemy żyć ze sobą, rozumiejąc, że – co dziwne — to nie jest rewolucja nienawiści. Patrząc na emocje, to rewolucja miłości i solidarności. Tak zaczynała się jeszcze przed wyborami. Te wszystkie emocje, które pokazywali liderzy naszych mitingów Svetlana Tichanouskaja, Maria Kolesnikowa i inni, oni pokazywali serce, symbol miłości i solidarności. To właśnie tym emocjom dał się porwać naród, dlatego że zmęczył się już ciągłą psychologią strachu, tym, że wokoło są sami wrogowie, że wszystko jest źle, że znajdujemy się w okrążonej twierdzy. Ludzie zechcieli zupełnie innego życia, radosnego i wesołego.

 

Gdzie w tym wszystkim miejsce teatru? Dowiedziałem się, że najlepsze sceny Białorusi zostały zamknięte, zwolniono artystów, wielu postawiono przed sądem, a cała akcja z „Białorusią obrażoną” zaczęła się od próby wsparcia Teatru Kupałowskiego.

Teatr to zwierciadło. Teatr obecny nie formuje oczywiście opowieści, ale może odzwierciedlać społeczne nastroje w sposób bardzo emocjonalny. Robić to, czego nie mogą ani gazety, ani telewizja, tylko teatr. Teatr emocji. To, jak ludzie reagują na te lub inne tematy sprawiło, że białoruski teatr poczuł zmiany. Pojawiły się spektakle, których wcześniej w ogóle nie moglibyśmy zobaczyć na białoruskich scenach, choćby „Dziady”, „Zabić smoka”, „Demokracja”. W teatrach pokazuje się śmiałe spektakle, których wcześniej nie można było pokazywać, a w ogóle nawet zacząć stawiać.

 

To wszystko stało się możliwe dzięki temu, że kraj zmienia się na naszych oczach. Łukaszenka to przespał i teatr zrobił wielki postęp. Jednak gdy przyszła rewolucja, z czym się zderzyliśmy? Zderzyliśmy się z tym że teatr poszedł na pierwszy ogień i pierwszy został poddany represjom. Został zamknięty wielki Teatr Kupałowski, narodowy, 101 lat historii, najlepsi artyści Białorusi, ich wszystkich wyrzucili na bruk. Został zamknięty teatr w Grodnie, został zamknięty Teatr Opery i Baletu, ten, który praktycznie nigdy nie był zamykany, Nowy Teatr Dramatyczny zwolnił 16 artystów. Oni pierwsi ponieśli ofiary, dlatego że byli na samym ostrzu.

 

Akcję z „Białorusią obrażoną” zaczęliśmy, jako akcję solidarności. Ludzie ponosili ofiary, lądowali w więzieniach. Zamknęli głównego reżysera teatru mogileńskiego Wladimira Pietrowicza, aktorów, plastyków, poetów. Oczywiście nie mogłem milczeć. No, jak mogłem milczeć, niemożliwe! I tak powstała ta sztuka. Jest ona odbiciem białoruskiego konfliktu społecznego, który doprowadził do rewolucji, dlatego że już nie mogło być inaczej. Wydaje mi się, że nam udało się tą solidarnością objąć ogromną rzeszę ludzi – 100 czytań na całym świecie, 21 krajów, 19 języków – przecież to wspaniałe!

 

Co w takim czasie powinien zrobić artysta dla swojego kraju? Ty i liczni artyści postawiliście wszystko na jedną kartę. Jeśli nie zmieni się władza na waszym rynku jesteście skończeni, nie będziecie grani, sami nie będziecie grali. Sam mówisz, że po prostu musiałeś…

Kłaniam się przed bohaterstwem wielu Białorusinów. Nie tylko artystów, chociaż tych szczególnie, bo zawsze tkwili w środku systemu i byli ludźmi ujarzmionymi, i oto nieoczekiwanie podnieśli głowy i poinformowali o swoim poparciu i solidarności. Tak, wielu poniosło ofiary, wielu zrozumiało, że ich zwalniają z pracy, wyrzucają i już przy tej władzy powrotu nie ma. Ale dali radę zachować cześć i honor. Jak wiele szacunku zyskał Teatr Kupałowski, za to, że nie pozostał pod władzą tych krwiopijców! Wierzę, że powrócą triumfując, zostaną prawdziwymi narodowymi bohaterami, choć nimi już się stali. Rozumieją to: tak, to okresowe trudności, ale nie może ta junta, rządzić Białorusinami wiecznie. Niemożliwe.

 

Jak przebiega międzynarodowa kariera „Białorusi obrażonej”? W jakich krajach ją czytano? Czy był już jakiś odzew w  Polsce ? W Gliwicach szykuje się premiera internetowa – jednoczesna w Polsce i na Białorusi. Myślę, że to dobrze, bo widzowie białoruscy będą mogli zapoznać się z artystyczną wersją tego, co doświadczają?

Napisałem tę sztukę, kiedy ukryłem się, uczciwie powiem, ukryłem się na wsi, dlatego że członków Rady Koordynacyjnej, w skład której wchodzę ja, noblistka Swietłana Aliksiejewicz, liczni znani Białorusini, reżyserzy, dizajnerzy, muzycy, zaczęli wzywać na przesłuchania, a licznych aresztować. Aresztowano np. Maszę Kolesnikową, Maksim Znak i wielu innych. Stało się jasne, że chcą nas po prostu wyłapać i posadzić. Czym mogłem odpowiedzieć? Nie jestem politykiem. Ale mogę napisać sztukę. Napisałem sztukę i wywiozłem ją w sekrecie na Ukrainę. Tam zrealizowano jej pierwsze publiczne czytanie i zaraz potem wystawiono. Kiedy zrobiliśmy to, okazało się, że jest na nią zapotrzebowanie na całym świecie.

 

Litwa, Szwecja, Słowacja, Czechy, USA – 35 czytań, dotąd zupełnie nierealne dla białoruskiej sztuki, Wielka Brytania, Irlandia, Holandia, Belgia, Niemcy i Rosja – wszędzie ludzie otwarci na to, żeby opowiedzieć o tym, co dzieje się na Białorusi. Nigdy nie kontrolowałem tego procesu, szedł sam z siebie, czasem z konfliktami i trudnościami, ale szedł sam, ponieważ to teraz potrzebne i ważne w tych dniach popierać Białorusinów, którzy walczą na samej linii ognia, ponoszą ofiary, narażają się na gwałty i więzienia.

 

Dlatego wszystkim, którzy wzięli udział w tym międzynarodowym projekcie, czyli więcej niż 70 światowym teatrom, wszystkim przeogromnie dziękuję. Niski pokłon wam wszystkim, którzy podejmujecie temat Białorusi.

 

Bardzo czekam na waszą pełnowartościową internetową premierę w Polsce, dlatego że publiczne czytanie, które odbyło się w Teatrze Dramatycznym w Warszawie w ogóle nie trafiło do Internetu, a zatem Białorusini też go nie zobaczyli. A przecież chciałoby się, żeby sztuka żyła i przede wszystkim trafiała do Białorusinów, także w Polsce, gdyż jest ich tam teraz bardzo wielu w tym uciekinierów, polityków i pracowników. Najważniejsze, żeby mogła być dostępna także dla Białorusinów na Białorusi, dlatego że jest dla nich. Bardzo bym chciał, żeby to była dobra premiera, życzę powodzenia reżyserowi i artystom. Wierzę, że to będzie bardzo interesujące. Bo na pewno jest bardzo cenne i potrzebne.

 

Czego w tej sytuacji oczekujecie od Europy?

Czego oczekujemy od Europy? W pierwszym rzędzie ogromne podziękowania, że nie uznaliście prezydentury Łukaszenki, dlatego że on ukradł Tichanouskiej te wybory, po prostu je sfałszował! To widać i jest na to milion dowodów. Europa okazała pryncypialność – dla niej nie jest prezydentem Białorusi. Pomagać trzeba dalej, tym przede wszystkim, którzy ponieśli ofiary, pobitym, aresztowanym, męczonym. W dalszej kolejności trzeba pomagać społeczeństwu obywatelskiemu, tym którzy walczą, politykom, aktywistom. Dalej konieczna jest międzynarodowa presja na Łukaszenkę sankcjami. Więcej sankcji, żeby nie mógł wydawać pieniędzy na swój OMON.

 

Mam wrażenie, że Europa mimo wszystko może zwiększyć tę presję, może go zatrzymać i zwiększyć cenę ludzkiego życia. Przecież oni zabijają ludzi, zabijają na ulicach, w więzieniach. Widzimy te ciała, grzebiemy je. Rzeczywiście Europa musi się wykazać pryncypialnością i powstrzymać biznes z Łukaszenką. Żadnego biznesu z Łukaszenką! Powinien być wzorcowo izolowany, a sankcje powinny być bardzo ostre. Wtedy nasi współobywatele na Białorusi będą mieli szansę mimo trudności, odmienić sytuację.

 

A od Polski?

Myślę, że na płaszczyźnie ludzkiej będziemy zawsze bardzo związani. Teatr potwierdza ten związek – artyści białoruscy związani są z polskimi, polscy z amerykańskimi i problemy nękające nas w naszym kraju, nie pozostają obojętne dla reszty świata. To tak cenne, że nie jesteśmy obojętni, tak ważne, że podtrzymujemy innych w trudnej sytuacji! Właśnie to czyni nas ludźmi. Jesteśmy ludźmi i artystami. Ogromne dzięki polskiemu teatrowi, Teatrowi Miejskiemu w Gliwicach, aktorom i tłumaczowi sztuki Dariuszowi Jezierskiemu za wzięcie udziału w tym projekcie. Niczego ważniejszego dla mnie w tym momencie być nie może. Wielkie dzięki!

 

(wywiad z autorem dla Teatru Miejskiego w Gliwicach przeprowadził i przetłumaczył Dariusz Jezierski)
25.11.2020

Materiały dla mediów / kontakt: darbaczewski@teatr.gliwice.pl