Drogowskaz do krainy wyobraźni

Magdalena Tarnowska, teatralny.pl

Teatr Miejski w Gliwicach_Panama1

Długa czy krótka, spontaniczna czy planowana – każda podróż wzbogaca. Trzeba tylko ruszyć w drogę, tak jak Miś i Tygrysek – bohaterowie gliwickiego spektaklu Ach jak cudowna jest Panama. Cel: idealizowana kraina, w której wszystko jest większe i ładniejsze. Jak spełnić marzenia? Trzeba mieć drogowskaz!

Tymczasem drogowskazów w Gliwicach jakby więcej. „Nasza pierwsza premiera (Dom spokojnej młodości) jest wbiciem pierwszego drogowskazu, ale nie wyznacza jeszcze całej drogi” – mówił w wywiadzie dla Teatralnego.pl Łukasz Czuj, dyrektor Teatru Miejskiego w Gliwicach. Drogowskaz zauważalny, choć sklecony jakby naprędce. A Panama dyrekcji majaczy gdzieś tam na horyzoncie dalekich planów. Póki co wędrówka trwa. Po Domu… przyszedł czas na pierwszą propozycję dla najmłodszych widzów – przedstawienie na podstawie uroczej w swojej prostocie bajki Janoscha. Spektakl został wystawiony w dawnej sali bankietowej na piętrze, przerobionej na Małą Scenę. I tu miłe zaskoczenie – wielofunkcyjne pomieszczenie (którego – nawiasem mówiąc – w gliwickim teatrze brakowało) jest świetnie przystosowane nie tylko do wystawiania repertuaru dziecięcego, przy kameralnych produkcjach dramatycznych też powinno się sprawdzić.

Opowieść o przygodach dwóch przyjaciół – Misia i Tygryska, wyreżyserowała młoda reżyserka Laura Słabińska – kojarzona głównie z nagrodzonym w Olsztynie przedstawieniem Bleee… (Teatr Maska w Rzeszowie, premiera w 2013 roku) i spektaklami w teatrach na północy Polski (Toruń, Białystok, Szczecin). Tym razem Słabińska z godną pochwały konsekwencją szuka inspiracji w przeszłości. Są więc kostiumy retro, bajeczna scenografia a’la Salvador Dali, poczciwe lalki-pluszaki (trzy razy Pavel Hubička). Wszystko razem tworzy lekko oniryczny klimat trochę przykurzonej, zapomnianej bajeczki, odświeżonej tu i teraz na potrzeby dziecięcej widowni. Zwierzaki spotykane przez Misia i Tygryska w podróży, jak wytwory wyobraźni, pojawiają się nagle, jakby na zawołanie. Dokładnie na tej samej zasadzie pojawia się w przedstawieniu dźwięk. Muzyka (Piotr Klimek) – zarówno piosenki jak i akompaniament – jest wykonywana przez aktorów na żywo na scenie. Nie dość, że całkiem dobrze brzmi, to jeszcze świetnie komponuje się z obrazami scenicznymi.

Surrealistyczne obrazowanie, konwencja snu i wpadające w ucho melodie to rozwiązania, które zapraszająco uchylają dzieciakom drzwi do wyobraźni twórców i, co najważniejsze, pobudzają je do uruchomienia własnej. Wiadomo: woda w balii rzeką nie jest, ale jakby się postarać, może nią być. Zajączek staje się zającem, gdy aktor zakłada opaskę z uszami. Pomalowane kredą fotele samochodowe w spektaklu udają wymarzoną kanapę. Wszystko jest umowne, czasem abstrakcyjne, zawsze spójne. Dzięki temu tej wyjątkowej opowieści nie brakuje charakteru. Niestety nie można tego powiedzieć o jej bohaterach: płaskich, bezbarwnych i nieskomplikowanych jak Kubuś Puchatek, którego osobiście szczerze nie znoszę.

 

Fabuła jest bardzo prosta i prosto opowiedziana. Dlatego też myślę, że spektakl spodoba się głównie maluchom w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Przewidywalność, schematyczność i ograne triki (nienaturalnie długie kończyny czy torba „bez dna”) zawężają grono odbiorców. Akcja rozgrywa się w dolince nad rzeczką, gdzie w małym domku mieszkają Miś i Tygrysek. Pierwszy lubi łowić ryby, drugi zbierać grzyby. Pewnego dnia Miś wyławia z wody pachnącą bananami skrzynkę z napisem „Panama”. Razem z Tygrysem wyruszają więc do Panamy, która jawi im się jako kraina z marzeń i snów. Po drodze spotykają inne zwierzęta i poznają świat z ich perspektywy. W końcu nieświadomie trafiają z powrotem do dolinki nad rzeczką. Nie rozpoznając jej, obaj zgodnie przyznają, że jest to najcudowniejsze miejsce na ziemi.

Tłem dla przygód małych przyjaciół jest przepiękna, surrealistyczna scenografia Pavla Hubički. To właśnie dekoracja ożywiona różnokolorowymi światłami sprawia, że gliwicki spektakl chwyta za serce i oddziałuje na wyobraźnię. Pożółkłe liście na scenie, nisko nad podłogą podest, a na nim pianino ze smętnie zwisającą klawiaturą zniszczone przez wyrastające drzewo. Gałęzie drzewa zdobią złote tuby. Za tą wystawką znajduje się projektor w drewnianej ramie. Wokół drewniane skrzynki-rekwizyty i blaszana beczka, w której rozpęta się burza. Poetycka proza Janoscha zyskuje, zaprezentowana w tak poetyckiej oprawie. Także w warstwie znaczeniowej, bo nic tak sugestywnie nie podpowiada, że marzenia trzeba realizować, jak uciekający czas, symbolizowany chociażby przez jesienne liście.

Każdy z nas powinien mieć taką swoją Panamę – coś, do czego dąży, czego pragnie. Nawet jeżeli cel nie zostanie osiągnięty, jeżeli pozornie nic nie zyskamy, to warto zaryzykować. Czy to w życiu, czy w teatrze.

źródło: http://teatralny.pl/recenzje/drogowskaz-do-krainy-wyobrazni,1863.html