Ale, na miłość Boską, co Pan tam robi w tych Gliwicach… – recenzja spektaklu „Kartoteka” w reż. P.Szkotaka

Lubię chodzić na sztuki, których nie znam. Chociaż zdanie to brzmi banalnie, to kryje się w nim głębszy sens, bo gdzieś na etapie szkolnym spotkaliśmy się z różnymi dramatami i ich adaptacjami, a co za tym idzie, pozostał w naszej pamięci pewien obraz, powidok tego, co przeczytaliśmy. Sama literatura ma to do siebie, że jest bardzo plastyczna dla wyobraźni, nie ogranicza się obrazem, nawet jeżeli autor z najdrobniejszymi szczegółami opisze daną scenerię.
W filmie lub w sztuce teatralnej takiej plastyczności nie ma. Reżyser narzuca nam pewne odczytanie, ale dzięki temu daje więcej przestrzeni na interpretację. Akcja, rodzi reakcję. Dlatego lubię chodzić na sztuki, których wcześniej nie znałam. Nowe wrażenia. Carte blanche. Podsycenie ciekawości do odkrycia różnic i ingerencji reżyserskiej w tekst.

Paweł Szkotak – reżyser „Kartoteki” Tadeusza Różewicza, to absolwent psychologii klinicznej w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wyreżyserował wiele wspaniałych produkcji, między innymi „Martwą królewnę” wielokrotnie nagradzaną (Grand Prix na festiwalu „Kontrapunkt” w 2002 roku, także nagroda publiczności i wiele innych), w 2005 roku otrzymał Paszport Polityki, natomiast w 2014 odznaczono go Złotym Krzyżem Zasługi. Lista spektakli i odznaczeń jest imponująca, dlatego zatrzymam się na tych kilku.

„Kartoteka” to spektakl wyjątkowy, dziwny i uwierający widza. Nie pozwala się zignorować i udawać obojętność. Nazywany „antydramatem” przywołuje całą masę odniesień i aluzji do poetyki romantycznej, wojennej, koresponduje z traumą i silnie wykorzystuje absurd i groteskę. Bohater jest dziwny, nie można określić jego wieku, czasem jest dzieckiem, czasem dojrzałym mężczyzną. Wszystko, co dzieje się wokół niego, postacie, miejsca przenikają się, są płynne i trudne do określenia. Znakomita scenografia Damiana Styrny złożona z łóżka, kliku mebli i projekcji/animacji (Damian Styrna, Eliasz Styrna ) – oszczędna, ale pomysłowa – pomaga osiągnąć efekt oniryzmu i eklektyzmu. Kostiumy Natalii Kołodziej uwydatniają cechy charakterystyczne miałkich bohaterów, a całość efektu wizualnego dopełnia gra świateł, za którą odpowiadał Bogumił Palewicz. Zarówno kostiumy, jak i gra aktorska nadają postaciom wyjątkową cechę i pomagają rozróżnić je w tłumie. Na wyjątkową uwagę zasługuje postać głównego bohatera, którą bardzo dobrze przedstawił Przemysław Chojęta. Jego Bohater był w odpowiednim stopniu spójny ze sceną, jak i oderwany od rzeczywistości. Z brawurą przebija czwartą ścianę, jest emocjonalny i rozchwiany, przez co bardzo ludzki, uwiarygadnia traumy i rozterki. Jak wcześniej wspomniałam, inni bohaterowie nie są tak wyraziści, a raczej spełniają pewien schemat. Zespół aktorski w składzie: Karolina Olga Burek, Mariusz Galilejczyk; Cezary Jabłoński; Łukasz Kucharzewski; Jolanta Olszewska; Krzysztof Prałat; Aleksandra Wojtysiak, Błażej Wójcik robi świetną robotę, a im bardziej przerysowana postać, tym trudniej nie przesadzić.

Reżyser przedstawienia Paweł Szkotak wypowiedział się na temat genezy spektaklu i jego idei wystawienia go akurat w Gliwickim spektaklu. Tadeusz Różewicz wielu znany jako poeta, niesłusznie spychany na margines, ustępujący miejsca takim sławom jak Miłosz. Po wojnie zamieszkał w Gliwicach, tam tworzył, poznał swoją żonę, wychował dzieci, jednak nie wiodło mu się, tym bardziej wystawienie sztuki w miejscu jej powstania jest wydarzeniem wyjątkowym. Twórcy starali się z wielką uwagą podejść do tekstu i to się sprawdziło. Otrzymaliśmy spektakl interesujący, emocjonalnie rozchwiany, ale spójny i frapujący.

Na pewno jest to propozycja godna uwagi i polecenia, jednak wymagająca otwarcia głowy na absurd i paradoks, jak przystało na współczesny antydramat.

PRZEJDŹ DO STRONY SPEKTAKLU

Dorota Dziuba

Dziennik Teatralny

źródło