„Bez-czas” czerwonego autobusu

Blanka Hasterok, Dziennik Teatralny

Teatr Miejski w Gliwicach_ DSM_wycin_KKrzeminski

Po zlikwidowanym w burzliwych okolicznościach Gliwickim Teatrze Muzycznym opadł już kurz. Jego miejsce zajął Teatr Miejski, który przygotował pierwsze przedstawienie. Mimo iż nowy teatr zmienił profil na dramatyczny, premierowa sztuka nawiązuje do tradycji swojego poprzednika. „Dom spokojnej młodości” to spektakl przede wszystkim muzyczny.

Miałam spore oczekiwania wobec tej premiery – byłam ciekawa w jaki sposób twórcy sportretują tak bliskie przecież lata 90.

Na łamach Dwutygodnika Jakub Banasiak pisał o „Bez-czasie” lat 90, mówił o stanie próżni, „którą trzeba było wypełnić wielkimi narracjami czasu transformacji. W obszarze polityki i ekonomii najbardziej nośne, a w konsekwencji dominujące, okazały się narracje „zasypywania historycznych podziałów”, „powrotu do Europy”, czy „trudnych,choć koniecznych reform”. Ten, kto zaczynał w latach 90. wygrał coś bezcennego, coś czego nie zdobędą już następcy – mit założycielski, nimb zdobywcy nowych lądów. Ale sam mit nie wystarcza”. Nie wystarczył także twórcom przedstawienia.

„Dom spokojnej młodości” nie jest klasycznym, teatralnym przedstawieniem, a raczej zbiorem piosenek i remiksów, połączonych luźno pompatycznymi dialogami, trochę na wzór akademii szkolnej. Sytuacje, które oglądaliśmy na scenie – przemówienia Lecha Wałęsy, Wojciecha Jaruzelskiego, Andrzeja Leppera i Leszka Balcerowicza, to zlepek dobrze znanych wszystkim wydarzeń, którym daleko od intrygującej diagnozy ciekawych czasów.

Historia rozpoczyna się gdy uczniowie szkoły średniej wyruszają na wymianę szkolną do RFN. Szary PRL zostaje zestawiony z kolorowym światem Zachodu. Autobus, którym podróżują licealiści – jest niemiecki oraz nowoczesny – i symbolizuje bogaty, zachodni świat. Wykorzystana w tej scenie piosenka Jacka Kaczmarskiego „Czerwony autobus” brzmi świetnie. Za przygotowanie wokalne odpowiada Ewa Zug, a autorem kompozycji własnych jest Marcin Partyka. Zespół doskonale radzi sobie łącząc śpiew z choreografią. Niektóre piosenki własne są bardziej, inne mniej udane, lecz wokalnie aktorzy wypadają bardzo dobrze.

Na scenografię, nie ma tutaj już niestety miejsca, ponieważ ustępuje ona rozbudowanej choreografii.

Czasy przemian gospodarczych uosabia gliwickie targowisko Balcerek przy ulicy Zwycięstwa, oraz otwarcie pierwszego McDonalda. Niestety, sceny te nie są ze sobą powiązane więc mamy wrażenie, że wszystko zlewa się ze sobą. Podobnie jest z pielgrzymką papieża do Polski w 1999 roku i walką bokserską Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem, nic ich nie łączy. Tych historii jest wiele, i nie sposób ich wszystkich zapamiętać.

Kilka udanych kompozycji, w które twórcy wpletli sporo różnych historii, nie wystarczy. Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłe przedstawienia Teatru Miejskiego będą mieściły się w dramatycznym profilu teatru, a także przyniosą nową jakość.

źródło: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/bez-czas-czerwonego-autobusu.html