Czy idąc do teatru można spodziewać się punkowego grania?

Czy idąc do teatru można spodziewać się punkowego grania? Owszem, w ramach spektaklu można usłyszeć całą gamę utworów od disco polo po muzykę sakralną, wszystko zależy od twórcy spektaklu oraz reżysera. Ale czy idąc do teatru można się spodziewać punkowego Teatr Miejski w Gliwicach_ Miłość w Leningradzie__Foto_Michał Ramuskoncertu? Bo taki format proponuje Teatr Miejski w Gliwicach swoim spektaklem „Miłość w Leningradzie” w reż. Łukasza Czuja.

Ja, tak osobiście, to zasiadając na widowni teatru zupełnie nie spodziewałem tego co tam zobaczyłem. Myślałem, że obejrzę po prostu jakiś musical opowiadający o miłości rozgrywającej się w mieście Leningrad, a tak naprawdę to byłem świadkiem bardzo energetycznego koncertu punkowego, który na myśl przywodził mi koncerty zespołu KULT (który w swoich tekstach przecież opisuje naszą rzeczywistość oraz różne ludzkie przypadłości i bolączki). Dodam jeszcze, że spektakl widziałem w niecały tydzień po koncercie KULTU w Spodku w ramach Pomarańczowej Trasy i przez to był on (spektakl „Miłość w Leningradzie”) dla mnie swoistym przedłużeniem tamtego koncertu. Czyli zostałem totalnie kupiony tym co zobaczyłem na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach.

Spektakl to 30 utworów (oczywiście w genialnym polskim tłumaczeniu przez Michała Chludzińskiego) kultowego rosyjskiego zespołu Leningrad. Zespołu, który od 1997r. komentuje rosyjską rzeczywistość. Miejscami robi to w sposób ironiczny, miejscami bardzo dosadny, a miejscami komentuje rzeczywistość polityczną i wszystko to w rytmach ska, punku czy rockowych ballad. Zespół w swoim kraju stał się już kultowy, a jego założyciel Siergiej Sznurow grywa w filmach, reklamach i ma już nawet swój własny talk-show w telewizji.

11 osób na scenie i muzyka na żywo grana przez 4-osobowy zespół. Każdy z grających w spektaklu aktorów miał „swój” utwór, który wykonywał dzięki czemu można było usłyszeć różne wykonania utworów Leningradu. Oczywiście prym wiodła dwójka aktorów – Tomasz Mars i Mariusz Kiljan, pierwszy z nich uosabiał pewien typ muzyka, który właśnie jest u szczytu kariery, drugi z kolei odgrywał cyniczną postać Sznurowa. I zdecydowanie wielkie brawa należą się Mariuszowi Kiljanowi za jego grę aktorską (albo improwizację, bo naprawdę miejscami nie było wiadomo czy mówi coś od siebie czy to element scenariusza spektaklu), bo pokazuje, że ze sceny potrafi po prostu zaczarować publiczność (myślę, że doskonale pasowałby do jakiegoś prowokacyjnego zespołu grającego punk rock).

Podsumowując dodam tylko, że po prostu skandalem jest fakt, że na czas spektaklu nie są składane i odsuwane fotele na widowni…bo one tylko przeszkadzają! Naprawdę przeszkadzają, bo widowisko jest tak energetyczne, że można by było się pobujać, poskakać pod sceną podczas wsłuchiwania się w utwory wykonywane na tej koncertowej sztuce!

Tomasz Sknadaj
Leniwiec teatralny (blog na Facebooku)
źródło