Gliwickie TCHNIENIE – recenzja

„Tchnienie” Duncana Macmillana, które w reż. Rafał Szumskiego można oglądać na Małej Scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach, to kameralny spektakl napisany przez samo życie.

Dwójka bohaterów Łukasz i Alina to para z kilkuletnim stażem, kochają się, dzielą ze sobą swoje smutki i radości i jak to bywa po pewnym czasie bycia razem, snucia wspólnej przyszłości, pada w końcu hasło „Co dalej? Może już czas na dziecko?” W tym momencie przychodzą różnorakie refleksje, bo jednak potomek to radykalna zmiana życia jakie się do tej pory znało, zmiana priorytetów życiowych, odpowiedzialność za kogoś zupełnie bezbronnego wobec otaczającego nas świata… Takim właśnie pytaniem rozpoczyna się spektakl, gdy bohaterowie stoją w kolejce do kasy w Ikea. Stają więc przed dylematem i zaczynają rozmyślać czy to już ten czas, czy mają odpowiedni status majątkowy na powiększenie rodziny, czy na pewno tego chcą, czy są gotowi, czy zdają sobie sprawę z tego co ich czeka, czy podołają, czy są dobrymi ludźmi, czy w ogóle chcą powołać nowe życie na tym niedoskonałym świecie?

Rozmowy jakie widzimy są pewnymi strumieniami świadomości przedstawianymi w różnych odstępach czasu ale oczywiście przy zachowaniu chronologii. Czasem ma się wrażenie, że dana scena rozpoczęła się tak naprawdę wcześniej, a my jesteśmy jej świadkami gdzieś od połowy, ale za to od tej bardziej dramatycznej, wyrazistej połowy. A czasami zdarza się, że rozmowa zostaje tak jakby nagle przerwana, nie widzimy jej implikacji (mimo, że domyślamy się, że mógł po niej pozostać jakiś żal, smutek, złość, radość, ekscytacja). Trzeba też przyznać, że rozmowy są naprawdę życiowe, czasami ma się wprost wrażenie, że zostały one wyciągnięte nam z ust, z naszych myśli. To tylko potęguje wrażenie, że my, jako widzowie, słuchając rozmów Łukasza i Aliny, jesteśmy świadkami czegoś osobistego, intymnego. Czegoś co na co dzień nie widzimy, nie oglądamy, chyba, że z perspektywy pierwszej osoby – bezpośredniego uczestnika takiej rozmowy.

TMG_Tchnienie_rez._Rafal_Szumski_fot._Michal_Ramus-11Po wejściu na Małą Scenę, gdzie odgrywany jest spektakl, może zadziwiać sceneria, a raczej jej brak – ot dwa stołki i gigantyczne lustro-szyba, za którą zasiada grający na żywo muzykę Kamil Malchar (zamiennie z twórcą muzyki – Danielem Malcharem). Czyli na scenie mamy minimum środków ale maksimum treści. Bo tak naprawdę nic więcej tutaj nie potrzeba, cały spektakl opiera się bowiem tylko i wyłącznie na rozmowie oraz monologach dwóch postaci. I to na ich barkach spoczywa cały ciężar tego kameralnego przedstawienia, a zdecydowanie trzeba przyznać, że oboje – Alina Czyżewska oraz Łukasz Kucharzewski stanęli na wysokości zadania. Oboje zagrali naprawdę fenomenalnie i to całymi sobą – głosem, postawą, mimiką, mową ciała. Można powiedzieć, że nie czuło się, że odgrywali oni jakąkolwiek rolę, ale byli po prostu sobą, pokazywali nam samych siebie, dzielili się z widzami swoimi własnymi przemyśleniami. Chemię pomiędzy tą dwójką było widać, było czuć w spektaklu. Po prostu ogromne brawa! Mówiąc o spektaklu nie można też zapomnieć o Kamilu Malcharze, który na żywo odgrywa dźwięki z tylnej części sceny. Używa do tego różnorakich instrumentów, od trąbki przez djembe aż po hang drum i za ich pomocą tworzy niesamowite melodie, które budują klimat kolejnych scen.

Warto też na końcu wspomnieć, że bohaterowie spektaklu starają się być zaangażowani w to co dzieje się dookoła nich, martwią się zanieczyszczeniem środowiska i zastanawiają się jak mogą temu przeciwdziałać. Przez co pośrednio ale i bezpośrednio sam spektakl jest zaangażowany – pada w sztuce hasło „albo moglibyśmy zasadzić las…”, w którym chodzi o to żeby postarać się zniwelować choć odrobinę swój ślad węglowy na świecie. I na sam koniec spektaklu, gdy wybrzmią już brawa, aktorzy informują nas, że to hasło nie jest przypadkowo podświetlone neonem na scenie. Fundacja Aeris Futuro z Krakowa będzie w kwietniu organizować wydarzenie w ramach którego ochotnicy będą sadzić w Gliwicach drzewa i oczywiście widzowie „Tchnienia” są na to wydarzenie zaproszeni. Tak więc widzowie także mogą się aktywnie zaangażować w ekologiczne działania, aby choć odrobinę zmienić świat na lepsze dla przyszłych pokoleń.

Podsumowując, „Tchnienie” to świetny, kameralny spektakl, który drażni emocje, zmusza do myślenia, drąży i na swój sposób nie pozwala odetchnąć. Ale jednocześnie daje pewne katharsis i pozwala przyjrzeć się rzeczom, niby oczywistym, z dystansu i dzięki temu lepiej je zrozumieć.

Tomasz Sknadaj, luty 2019r.
Teraz Teatr
źródło