Koncertowa Miłość w Leningradzie

„Miłość w Leningradzie” w reż. Łukasza Czuja to naprawdę wystrzałowe rozpoczęcie nowego sezonu Teatru Miejskiego w Gliwicach.

Łukasz Czuj w spektaklu „Miłość w Leningradzie” nawiązuje do swojego poprzedniego spektaklu, który stworzył w 2009 r. we Wrocławiu w Teatrze Piosenki Centrum Sztuki IMPART – „Leningrad”. Spektakl ten został bardzo dobrze przyjęty i do dziś jest z powodzeniem grywany. Opiera się on o aranżację 18 utworów rosyjskiego zespołu Leningrad, oczywiście w tłumaczeniu na język polski. Teraz w Gliwicach Łukasz Czuj niejako powrócił do swojego dzieła i znów na warsztat wziął utwory Leningradu, jednak tym razem swój spektakl oparł o 30 utworów spośród których usłyszeć można było we Wrocławskim “Leningradzie” tylko dwie piosenki. Warto też dodać, że do stworzenia „Miłości w Leningradzie” zaprosił znanych z poprzedniej odsłony aktorów – Mariusza Kiljana oraz Tomasza Marsa. Reżyser sam nawet mówi, że od czasu „Leningradu” cała trójka inaczej patrzy na życie niż 9 lat temu, dojrzeli i w „Miłości w Leningradzie” można dostrzec ich zmianę.

Od razu muszę powiedzieć, że nie miałem okazji widzieć pierwotnego dzieła, ale trzeba przyznać, że „Miłość w Leningradzie” po prostu urywa głowę. Po blisko 1,5 h słuchania utworów Leningradu, gdy aktorzy i muzycy zeszli już ze sceny, ciągle zastanawiałem się czy przed chwilą w Teatrze Miejskim w Gliwicach obejrzałem spektakl czy punk-rockowy koncert. W każdym razie, jakkolwiek tego nie nazwać, jest to po prostu porywające! Nie ma tutaj za dużo akcji, głównie to odgrywane są kolejne utwory, ale za to JAK i JAKIE utwory są odgrywane. Przekrój stylistyczny piosenek jest naprawdę różnoraki (tak jak w zasadzie sama dyskografia Leningradu), od melorecytacji, poprzez poezję śpiewaną, punk-rock, aż po pop i muzykę dyskotekową. I tak jak na prawdziwym koncercie, utwory są przeplatane tj. raz usłyszymy kilka szybkich utworów, potem jakiś spokojniejszy, a za chwilę artyści wyskoczą z czymś lekkim i zabawnym i po chwili przejdą do ciężkiego utworu opisującego otaczającą ich niewesołą rzeczywistość. Do tego kolejni wykonawcy utworów skaczą, tańczą, odtwarzają pewien performance na scenie i zagrzewają widzów do klaskania oraz śpiewania razem z nimi. Energia wprost bije ze sceny i bardzo szybko udziela się widzom. Można by niemal stwierdzić, że ten spektakl powinno się oglądać na stojąco, żeby można było się pobujać w takt wygrywanych melodii.

Teatr Miejski w Gliwicach_ Miłość w Leningradzie__Foto_Michał Ramus

Świetnie wygląda w spektaklu fakt, że każdy z grającym w nim aktorów ma swoje przysłowiowe „pięć minut”, każdy może zaprezentować przynajmniej jeden utwór. Dzięki czemu nie było tutaj statystów, ale wszyscy żywiołowo uczestniczyli w spektaklu. Nawet muzycy (bo warto zaznaczyć, że muzyka w spektaklu grana jest na żywo, a usłyszeć można gitarę, kontrabas/bas, perkusję/bęben, saksofon) nie są zepchnięci gdzieś z boku czy z tyłu sceny, ale także żywo tworzą spektakl chodząc po całej scenie, skacząc, tańcząc i grając razem z aktorami. I muszę też tutaj złożyć naprawdę wielkie brawa dla Mariusza Kiljana, który wcielił się w postać Siergieja Sznurowa – założyciela i lidera grupy Leningrad. Wypada on po prostu fenomenalnie w swojej roli zlasowanego, pełnego cynizmu i goryczy muzyka. W kilku miejscach to naprawdę nie było wiadomo czy teksty wypowiadane przez Mariusza są wpisane do scenariusza spektaklu czy powstają na żywo w trakcie przedstawiania, są elementami jego improwizacji aktorskiej. Na takie role aż miło się patrzy i potem wspomina podczas rozmów o spektaklu.

Wielkie brawa należą się też Michałowi Chludzińskiemu, który zajął się tłumaczeniem tekstów Leningradu z języka rosyjskiego na polski. Teksty po polsku brzmią niesamowicie, są zadziorne i gdy trzeba są poetyckie. I nawet rzucona w trakcie przedstawienia “kurwa” w pełni wpasowuje się w wykonywany właśnie utwór. Bo trzeba przyznać, że co jakiś czas można usłyszeć przekleństwa w utworach, ale nie psują one całości ale dodają pewnego wydźwięku, mocy, smaczku poszczególnym wykonaniom.

Żeby nie przedłużać, na zakończenie powiem tylko: idźcie zobaczyć “Miłość w Leningradzie”, na pewno nie pożałujecie czasu jaki spędziliście w Gliwickim teatrze, a poszczególne utwory jeszcze długo po spektaklu będą chodzić wam po głowie.

Tomasz Sknadaj, listopad 2018 r.
Teraz Teatr (źródło)

Miłość w Leningradzie
Teatr Miejski w Gliwicach, Duża Scena
premiera: 06 września 2018r.

scenariusz i reżyseria: Łukasz Czuj
teksty piosenek i muzyka: Sergey Shnurov
tłumaczenie piosenek: Michał Chludziński
scenografia i kostiumy: Elżbieta Rokita
ruch sceniczny: Maciej Cierzniak
kierownictwo muzyczne: Remigiusz Hadka
kierownictwo wokalne: Ewa Zug
inspicjent: Marek Migdał
produkcja: Patrycja Wróbel

obsada: Karolina Olga Burek, Mariusz Kiljan (gościnnie), Łukasz Kucharzewski, Aleksandra Maj, Dominika Majewska, Tomasz Mars (gościnnie), Małgorzata Pauka (gościnnie), Katarzyna Dworak (gościnnie), Maciej Piasny, Michał Wolny, Mirosława Żak
zespół muzyczny: Damian Drzymała (perkusja), Remigiusz Hadka (gitary, akordeon, piano), Michał Sosna / Robert Kamalski (saksofon tenorowy i barytonowy), Bartłomiej Stuchlik (kontrabas, bas, piano)