Migawki z przeszłości

Marta Odziomek, Gazeta Wyborcza

Teatr Miejski w Gliwicach_DSMTeatr Miejski w Gliwicach otworzył w niedzielę pierwszy rozdział działalności premierą spektaklu muzycznego „Dom spokojnej młodości”. Energią młodych, dobrze śpiewających i grających aktorów zwabi pewnie wielu widzów. Ale nie wiem, czy tych młodszych także.

Przedstawienie wyreżyserowane przez Łukasza Czuja, dyrektora artystycznego Teatru Miejskiego jest zgrabnym, półtoragodzinnym widowiskiem muzycznym z „rockowym pazurem”. Niezłych, wpadających w ucho aranżacji dobrze znanych przebojów Kultu czy T. Love dokonał Marcin Partyka. I do tej dźwiękowej partytury dopisał kilka swoich, równie udanych kompozycji.

Bo to właśnie muzyka – wykonywana na żywo przez pięcioosobowy zespół – jest trzonem tego spektaklu. Nie ma on wyraźnej linii fabularnej, brak tu dramaturgii. Tematem przewodnim, wokół którego autorzy scenariusza budują tę mozaikę wielu różnych scen są radosne lata 90.

Powrót do przeszłości

Ta nostalgiczna podróż w przeszłość zaczyna się od obrazka wycieczki szkolnej do RFN. Szara rzeczywistość PRL-u skrzeczy, ale – jak się okazuje – ta zachodnia, bardziej kolorowa, również, bo niemiecki autobus też się czasem zepsuje. Można powiedzieć, że ta wprowadzająca w klimat spektaklu scena jest niejako swoistym podsumowaniem tego, co się potem w naszym kraju wydarzy. Rzeczy ładne różnią się od brzydkich tylko wyglądem. Mają za zadanie nas mamić i wzbudzać żądzę posiadania jeszcze większej ich ilości.

W pewnym momencie – wraz z wstąpieniem do Unii Europejskiej, a może trochę wcześniej – wpadamy w pułapkę konsumpcjonizmu. Wolność, z której tak się na początku cieszyliśmy, zamieniła się w zniewolenie, które sami sobie narzuciliśmy, poszliśmy pracować do korporacji, a najważniejsze stało się posiadanie. Rozpoczęło się rozwarstwienie społeczne, które trwa do dziś.

Przypowieści i parodie

Scenariusz Michała Chludzińskiego i Łukasza Czuja pomysłowo łączy wiele wątków. Jest opowieść o narodzinach polskiej wersji kapitalizmu, który drapieżnie wykluwał się m.in. na gliwickim targowisku Balcerek. Są sceny pokazujące w krzywym zwierciadle rodzimą wersję katolicyzmu z wizytą papieża Polaka na czele.

Jest – parodystycznie przedstawione – wejście na rynek sieci popularnych fast foodów. I historia byłego nauczyciela, który nie potrafi odnaleźć się na nowoczesnym rynku pracy. W te krótkie przypowieści wplecione zostały autentyczne wypowiedzi m.in. Tadeusza Mazowieckiego, Andrzeja Leppera czy Leszka Balcerowicza, wspomniano słynne przemówienie Lecha Wałęsy w amerykańskim kongresie oraz walkę Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem.

Przez meandry rodzącej się demokracji przeprowadziła nas grupa dwunastu aktorów. Stosunkowo młodych, utalentowanych, dobrze śpiewających i poruszających się. Stanowiących dobrze zgrany, jeden sceniczny organizm.

Małe potknięcia

Niemniej, „Dom spokojnej młodości” nie jest pozbawiony kilku mielizn. Po pierwsze ciąg niepowiązanych ze sobą scen zaczyna w którymś momencie zlewać się i właściwie widz nie jest po kilku godzinach wyodrębnić tych wszystkich mikrohistorii. Po wtóre, niektóre z nich są mało zajmujące, jak na przykład wyśpiewywanie porównań ile to nasza gospodarka produkowała dawniej, a ile dziś (na korzyść przeszłości). Inne zaś mogą być, w szczególności dla publiczność młodszej, nieczytelne i mało zajmujące.

Wreszcie – warstwa wizualna. Mam wrażenie, że scenografia została niezbyt dobrze ograna. Na dość dużą liczbę drzwi wykorzystano zaledwie kilka – po co więc ich tam aż tyle? Podobnie było w przypadku ładnie zabudowanych boków sceny. Na balkonach ani razu nie pojawił się żaden z artystów, zionęły pustką. Niby to szczegóły, ale zauważalne.

Aktorom trudno zarzucić, że przez cały czas tworzyli jeden, spójny organizm, skoro taki był zamysł realizatorów, ale aż się prosiło, by na chwilę przerwać – mam wrażenie, że chwilami zbyt do siebie podobny – taniec tej rozkołysanej ekipy i wpleść w ową zbiorowość więcej indywidualnych interakcji.

Mimo tych kilku potknięć „Dom spokojnej młodości” zapowiada dobrą przyszłość scenie przy Nowym Świecie. Wreszcie my, miłośnicy teatru, dostaliśmy namacalne dowody w postaci pierwszej własnej produkcji na to, że Teatr Miejski nie będzie tylko sceną impresaryjną, a sam ma zamiar realizować interesujące spektakle, budując tym samym różnorodny repertuar.

źródło: http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35018,21285090,migawki-z-przeszlosci-dom-spokojnej-mlodosci.html