Nowe życie kontra stary świat

„Tchnienie” w reż. Rafała Szumskiego w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Pisze Marta Odziomek w Gazecie Wyborczej – Katowice.

«Scena kameralna. Dwa krzesła pod ścianą, którą tworzy lustro weneckie. Za nim muzyk wśród kwiatów. Nad jego głową jaskrawy neon z napisem „Albo moglibyśmy zasadzić las”. Przed nami odarci z teatralności, prawie że prywatni – Alina Czyżewska i Łukasz Kucharzewski, bohaterowie „Tchnienia” w reżyserii Rafała Szumskiego, jego udanego debiutu reżyserskiego w profesjonalnym teatrze.

Napis na tym neonie to taka myśl przewodnia tego spektaklu. I myśl, która nieustannie zaprząta głowy dwójki bohaterów, pary zakochanych w sobie ludzi, którzy planują wspólną przyszłość. A wreszcie wgryza się i ona w nas, skłaniając do zastanowienia się nad własnym postępowaniem wobec tych, których kochamy, ale i wobec świata. Ten według wielu naukowców chyli się ku upadkowi. Są ludzie, którzy w to nie wierzą, ale coraz więcej osób jednak zaczyna rozmyślać nad zmieniającym się klimatem na ziemi i opłakanymi rezultatami, jakie może to przynieść. I nad tym, co my sami możemy zrobić dla ratowania planety.

Rozmowy na ten temat toczą ona i on, Alina i Łukasz-bohaterowie spektaklu według sztuki Duncana Macmillana. Bohaterowie noszą takie same imiona jak aktorzy, takie bowiem wskazówki zawarł w swojej jakże aktualnej sztuce brytyjski dramatopisarz. Radzi również, by aktorzy nie byli ograniczani żadną scenografią, dlatego też na scenie nie ma nic innego prócz dwóch stołków, bowiem reżyser Rafał Szumski postanowił z tych uwag skorzystać. Oczywiście takie granie jest piekielnie trudne. Wykonawca nie może „schować” się za przedmiotem, użyć go na potrzeby swojej roli itp. Musi polegać tylko na sobie i na partnerze. I na tekście. Ten też nie jest łatwy, bo potoczny, a jednocześnie zaplanowany. Przypomina zwyczajną rozmowę ludzi, nie jest okraszany żadnymi trudnymi słowami, ale niesie ze sobą spory ładunek emocjonalny. Dlatego z jednej strony jest dla aktorów pomocą, bo mają dużo i coś ważnego do powiedzenia, a z drugiej-wyzwaniem, ponieważ nie dość, że muszą go przyswoić, to jeszcze potem wypowiadać go tak, aby towarzyszyły mu emocje.

A jest ich cały ogrom. Bo tu nie chodzi tylko o świat, nowy las, klimat i nasze życie. W tej historii chodzi również o nowe życie! Parę bohaterów poznajemy w chwili, kiedy on pyta ją, czy może nie pora na dziecko. I zaczyna się lawina pytań, wątpliwości, małych i większych kłótni, okazywania sobie czułości i miłości, kryzysu wreszcie. Wiele mają do przejścia, w szczególności ona, Alina. Jest przecież kobietą i to ona będzie to dziecko nosiła pod sercem. A co, jak nie donosi ciąży? A co, jak nie będzie go kochała? A co, jak nie zostanie dobrą matką? Myśli te nie dają spokoju wielu kobietom i dlatego te dywagacje Aliny, tak niesamowicie prosto wypisane przez autora i wypowiedziane z takim ładunkiem emocji przez aktorkę, trafiają do nich. Mężczyźni na widowni zaś na pewno poniekąd utożsamiają się z Łukaszem pełnym obaw, ale też i oazy spokoju w obecnej sytuacji, choć wraz z rozwojem tych słownych akcji staje się coraz bardziej nerwowy i zdarza mu się popełniać gafy z jedną wielką na czele, ale jaką, oczywiście nie zdradzę.

TMG_Tchnienie_rez._Rafal_Szumski_fot._Michal_Ramus-11

Konflikt wewnętrzny, jaki przeżywa głównie Alina, jest szalenie wymowny. Wie, że sprowadzenie dziecka na świat pociągnie za sobą kolejne tysiące szkodliwego dla ziemi dwutlenku węgla. Z drugiej strony przecież ona też ma jak miliony kobiet przed nią, prawo do potomstwa. Dywagacje aktorki są bardzo przekonujące. Raz jest po prostu świetna, ma znakomity warsztat, operuje znakomicie słowem, gestem, ciałem, wzrokiem. Jest w jakimś sensie „naga” przed nami, bardziej niż Łukasz. Ten może skryć się z emocjami „za swoją brodą”, Alina pokazuje każdy grymas. Dwa aktorka jest też osobą prywatnie zaangażowaną w życie społeczne, nieobce są jej tematy związane z ratowaniem Ziemi i jej mieszkańców.

„Tchnienie” w gliwickim Teatrze Miejskim to spektakl z rodzaju tych kameralnych, po obejrzeniu których jesteśmy oszołomieni tym, że teatr może być aż tak blisko naszego życia! Tym, że można zrealizować świetną sztukę „z pomocą” tylko dwóch aktorów, znakowej scenografii i grającego muzyka w tle (choć szczerze powiedziawszy, tej muzyki jest jednak bardzo niewiele, a szkoda). Polecam, nie tylko tym młodym, którym życie zadaje pytania o przyszłość.»

Marta Odziomek
źródło