POŻĄDANIE CZY GŁUPOTA?

TMG_Tramwaj_zwany_pozadaniem_fot._Michal_Ramus_ afisz (1)Zwykle, kiedy recenzuję jakiś spektakl, opisuję krótko fabułę, omawiam główny wątek, nadmieniam o oprawie technicznej i aktorach. Widowisko Teatru Miejskiego w Gliwicach nadszarpnęło tę rutynę, ponieważ pisząc na temat spektaklu Tramwaj zwany pożądaniem, chciałbym skupić się przede wszystkim na ciekawej, choć trudnej problematyce.

Tramwaj zwany pożądaniem w reżyserii Jacka Jabrzyka przedstawia historię kobiet. To opowieść o marzeniach na temat idealnego życia, które nijak mają się do rzeczywistości. Blanche to kobieta sponiewierana przez egzystencję. Była żona ukrytego homoseksualisty szukająca ukojenia w alkoholu. To brutalny obraz nauczycielki, która straciła perspektywy na przyszłość (po romansie z uczniem). Nieświadoma tego, co ją czeka, postanawia odwiedzić swoją siostrę Stellę i jej męża Stanleya… Stella to marzycielka kochająca swojego partnera, chociaż ten ją bije, katuje i wyzywa. Nawet fakt, że jest w ciąży, nie hamuje Stanleya przed kolejnymi ciosami. Obserwująca te dantejskie sceny Blanche, zaczyna rozumieć, że nie tylko ona sprowadziła swoje życie do wielkiej porażki, które nie ma niczego wspólnego z wizją sprzed kilku lat.

Pierwszy wątek, któremu chcę się przyjrzeć, to problem uwolnienia się od „chorej relacji”. Stella trwa przy swoim mężu pomimo tego, iż ten, co wieczór wraca pijany i tłucze swoją partnerkę. Jak to jest, że ludzie tolerują alkoholizm partnera? Że wytrzymują ból i liczne siniaki? Że czasem wręcz nie widzą, żeby w tym wszystkim był jakikolwiek problem? Odpowiedzi na te pytania możemy poszukiwać w mechanizmach obronnych, których twórcą był Sigmund Freud. Stella racjonalizuje sobie zachowanie męża, mówiąc: „on jest dobrym człowiekiem, po prostu dzisiaj się za bardzo opił”. Racjonalizacja to nic innego jak samooszukiwanie się. Wmówienie, że jakieś przykre zdarzenie lub sytuacja tak naprawdę nie były takie złe. Albo uznanie czegoś za gorsze, jeśli nie możemy tego osiągnąć. Przykładem może być mężczyzna, z którym nie chce być jakaś kobieta – będzie się on bronić mechanizmem racjonalizacji i oszukiwać – „w sumie to nie jest taka ładna”, „ten krzywy nos mi się jednak nie podoba” itd. Kolejną odpowiedzią na poprzednie pytania może być psychologia ewolucyjna. Nasi przodkowie nie mieli broni, więc siła i brutalność były kojarzone przez kobiety jako coś, co może je ochronić przed innymi. Szukały więc samca alfy, który zapewniłby im bezpieczeństwo. Oczywiście współcześnie poziom strachu o to, że ktoś nas rozszarpie na ulicy jest dużo mniejszy. Jednak atawizm (czyli regresja ewolucyjna) istnieje i kobiety w dalszym stopniu podświadomie poszukują w mężczyznach tych cech. Dlatego dziewczyny dość często wybierają pewnych siebie arogantów, którzy nie dbają o szanowanie płci przeciwnej, ale dają poczucie bezpieczeństwa. Podobną sytuację widzimy u Stelli, która nie chce odejść od męża, bo chociaż ten ją bije, to również (przynajmniej pozornie) chroni ją przed innymi. Nie możemy też zapominać o wątkach związanych z ekonomią. Gdzie by się miała podziać Stella po rozstaniu ze Stanleyem? Co miałaby jeść? Pozostaje również sprawa ich wspólnego dziecka, które potrzebuje domu, jedzenia, opieki oraz dziesiątek innych rzeczy. Ostatnią kwestią (która też wynika niejako z psychologii ewolucji) jest pożądanie. Bo czy agresywny i brutalny typ nie zostaje owiany pewnym rodzajem namiętności?

Kolejny wątek, który jest wart omówienia, to problematyka prymitywizmu. Już najstarsi filozofowie (np. Platon) pisali o pożądaniu jako o czymś gorszym niż rozumność. W przedstawieniu widzimy, że człowiek kierowany jedynie swoimi najniższymi potrzebami zatraca się w głupocie, a skutkiem owych działań jest właśnie ewolucyjna regresja do przodków, którzy wszystkie konflikty rozwiązywali siłą i bijatyką. Lekarstwem na taki stan są wyższe uczucia, których szukać możemy w sztuce, literaturze czy poezji. Błędem by było nie odwołać się w tym miejscu do książki Stowarzyszenie umarłych poetów autorstwa Nancy Kleinbaum, w której to możemy przeczytać o wartości, jaką wnosi do naszego życia sztuka. W Tramwaju zwanym pożądaniem jesteśmy świadkami miłości wynikającej z potrzeby. Stella zdaje się kochać Stanleya, ponieważ go potrzebuje, nie dlatego, że chce. Jej miłość mówi raczej: „Nie poradziłabym sobie bez ciebie, więc musisz ze mną być”. Czy to uczucie nie byłoby pełniejsze i bardziej wzniosłe, gdyby jego slogan brzmiał: „Mam wszystko, czego potrzebuję, doskonale radzę sobie sama, ale chcę cię kochać i z tobą być, abyśmy się mogli razem wspierać”? Który model uważasz za bardziej zdrowy?

Na koniec ciężko nie pochwalić oprawy technicznej całego spektaklu. Gra świateł i luster jeszcze bardziej wyzwala emocje, którymi częstowani byliśmy od początku do końca przedstawienia. Kapela grająca na scenie oraz piosenki zaśpiewane z odpowiednią modulacją, tworzyły pianę pożądania, która wylewała się ze sceny i nasączała ubrania widzów. Może właśnie przez to straciłem na chwilę swój krytycyzm, skasowałem bilet, a potem dałem się porwać Tramwajowi.

 Robert Jakubczak
Magazyn Suplement

źródło