Rzecz o odchodzeniu

Rzecz o odchodzeniu – w różnym zresztą sensie, o ucieczce, o tytułowych powrotach, o dorosłości, o przeszłości, wreszcie – o istocie i sensie żałoby… Mamy oto troje bohaterów, dorosłe rodzeństwo, które spotyka się w rodzinnym domu, żeby pochować matkę. Magda, która opiekowała się chorą przy finansowym wsparciu Igi, nowoczesnej kobiety sukcesu, jest też Mariusz, ukochany synek mamy – bardzo zapracowany, a stale bez grosza przy duszy – aktor.

Po pogrzebie przychodzi czas na uporządkowanie różnych spraw… Dlaczego Magda zdecydowała się opiekować matką, rezygnując całkowicie z własnego życia? Czy Iga wyjechała na studia, po to żeby faktycznie pomagać matce w utrzymaniu domu i rodzeństwa? A Mariusz, który opuścił dom jak tylko mógł, w oczach sióstr – wręcz „uciekł”, to – przed kim, przed czym była ta jego ucieczka? Pogrążone w żałobie rodzeństwo dopiero w momencie śmierci matki dowiaduje się, jak wszyscy byli od siebie daleko dorastając w tym samym domu. Czy jej odejście ich połączy, albo chociaż – zbliży?

Bardzo dobry tekst, ale wykonanie ździebko uwierało. Każdy żałobę przeżywa na swój sposób, ale mimo wszystko miałem wrażenie, że czegoś w naszych bohaterach było za dużo, że jakby trochę za głośno i za dużo mówili, że zabrakło półtonów i – ciszy. Takiej zwykłej, najzwyklejszej, zapadającej przecież, gdy ktoś bliski odchodzi. Wszystko właściwie zostało tam wypowiedziane, wykrzyczane, wypłakane, a nic – przemilczane. I mam wrażenie, że właśnie tych chwil bez słów między rodzeństwem odrobinę tu zabrakło.
Kobieta na tle ściany wypełnionej bibelotami, słucha drugiej kobiety, widocznej tylko w części.
Kobieta na tle ściany wypełnionej bibelotami, słucha drugiej kobiety, widocznej tylko w części. W roli kobiety Iga Bancewicz.

 

Rafał Turowski

rafalturow.ski

źródło