Superman z XVII wieku

Teatr Miejski w Gliwicach_Chłopiec-z-Gliwic3Powiedzieć o gliwickim przedstawieniu „Chłopiec z Gliwic” w reżyserii Ireneusza Maciejewskiego „kolorowe szaleństwo” to zdecydowanie za mało. Wszystko tu gra, łączy się w logiczną całość i wypełnia funkcję dobrego teatru dla dzieci – bawi i uczy. A przy tym opowiada ciekawą historię z tradycją lokalną w tle.

Opowieść autorstwa Grzegorza Krawczyka przedstawia faktyczne dzieje Gliwic, sięgające aż 1626 roku. Wówczas to duński hrabia Ernest von Mansfeld i jego protestanckie wojska zażądały od Gliwic całkowitej kapitulacji – dzielni gliwiczanie jednak nawet mimo przewagi militarnej przeciwników, ani myśleli oddać swoje ukochane miasto w niepowołane ręce. W sztuce na ich czele stają szewczyk Przemko i jego towarzyszka Jadwiga – przez autora i reżysera wymyśleni jak superbohaterowie z XXI wieku, dzielni i roztropni, którzy są w stanie uratować miasto z nawet najtrudniejszej sytuacji, a do tego zdobyć przychylność gapiów.

Ciekawa jest tu nie tylko kolorowa, nawiązująca do motywów królów i paziów sprzed wieków scenografia i pomysłowe lalki (te powstały choćby ze zwyczajnych poduszek), ale też sama konwencja, jaką posłużył się reżyser dla zobrazowania świata przedstawionego. Forma czerpie bowiem z ludowej włoskiej komedii dell’arte i błazeńskich popisów średniowiecznych aktorów wędrownych. Efekt? Skrzące się dowcipem, interaktywne i doskonałe muzycznie przedstawienie o odwadze i lokalnym patriotyzmie. Dynamiczna i wartka akcja nie pozwala ani na chwilę odetchnąć – zwłaszcza że kolejne, coraz bardziej pomysłowe rozwiązania Przemka angażują dzieciaki z widowni do wspólnego uczestnictwa w ratowaniu Gliwic. Z pomocą przybywają im niedoceniane dotąd… mrówki.

Istotna wartość tego przedstawienia zawiera się w bardzo kreatywnym i świeżym przedstawieniu dzieciom lokalnej historii, która nie jest tu tylko nudnym wyimkiem ze szkolnego podręcznika. To mądra i ciepła opowieść, która uczy widzów szacunku do małej ojczyzny, zagrana i zaśpiewana na wysokim poziomie. Wraz z kolorową scenografią komponuje się w zgrabną i zasadną całość, i pokazuje, że niezwykłość jest w najbliższym otoczeniu widzów – nie muszą sięgać po filmowe opowieści o superbohaterach, aby dowiedzieć się, czym jest prawdziwy heroizm.

Karolina Obszyńska
Magazyn Fika
źródło