Syndrom wypalenia – recenzja spektaklu „Kartoteka”

W 100 rocznicę urodzin Tadeusza Różewicza gliwicki teatr przygotował premierę „Kartoteki” w reżyserii Pawła Szkotaka.  Autor „Białego małżeństwa” napisał „Kartotekę” w Gliwicach, w kamienicy przy Zygmunta Starego – trzysta metrów od Teatru Miejskiego.

Mężczyźni w ogromnych maskach trzymają siedzącego mężczyznę owiniętego kołdrą
fot. J.Astaszow

Paweł Szkotak wymyślił postać Bohatera, który jest człowiekiem straumatyzowanym, psychicznie roztrzaskanym i ma problemy z podejmowaniem własnych decyzji. Takie podejście wydaje się być bliskie  dzisiejszemu odbiorcy. U protagonisty dostrzegamy jakiś syndrom wypalenia. On się ciągle próbuje ze sobą rozliczać, prowadzi wewnętrzny rozrachunek, ma depresję. Bohater – postać o wielu imionach, ubrana w bladoniebieski uniform (równie dobrze może on symbolizować garnitur czy piżamę), osadzona w centrum sceny na łóżku/katafalku  – siedzi, leży i tak naprawdę nie robi nic…   Jego stany psychiczne kojarzyć się mogą z ogarniającą nas wciąż pandemią. Spotyka różne postacie przewijające się w jego życiu. Są one zamazane, lekko zakurzone, oniryczne, jakby przejściowe. Próbują go skłaniać do rozmowy, do wspomnień, do podejmowania decyzji i do działania. Bohater, choć ułomnie, próbuje uniknąć tego, do czego jest prowokowany, musi jednak wraz z pozostałymi poddać się tej ostatniej spowiedzi, która jest niczym rytuał oparty na ludowej obrzędowości związanej z jego pożegnaniem. Przemysława Chojęta zbudował postać Bohatera jako człowieka wrażliwego, delikatnego, nienachalnego i mocno wycofanego. Miałam wrażenie, że aktor gra wewnętrzną ciszą i było to w jego interpretacji bardzo sugestywne i przejmujące.

Zastosowane w spektaklu projekcje filmowe ukazują chaos w głowie Bohatera powstały w wyniku niezabliźnionych traum. Ponadto dają złudzenie odrapanych, pękniętych kamienic, wyliniałych, opustoszałych mieszkań; jedynie jabłonka jest symbolem czegoś dobrego. Scenografia jest wybielona, ascetyczna, skromna. Ciekawym pomysłem jest przebiegająca ulica przez pokój Bohatera. Kostiumy stworzone przez Natalię Kołodziej świetnie dopełniają wizję reżysera. Trochę przerysowane, śmieszne, trochę absurdalne. Wspaniała wielobarwność muzyki wchodzi naturalnie w obrazy spektaklu, dialoguje z nimi, łączy je i zarazem dzieli.

Do repertuaru Teatru Miejskiego w Gliwicach trafił naprawdę dobrze wymyślony i ciekawie zrealizowany spektakl.

PRZEJDŹ DO STRONY SPEKTAKLU

 

Beata Przybylska

teatrdlawszystkich.eu

źródło