Urodzić dziecko czy sadzić las? „Tchnienie” w Teatrze Miejskim w Gliwicach

W Teatrze Miejskim w Gliwicach premiera spektaklu „Tchnienie” według sztuki „Płuca” angielskiego dramaturga Duncana Macmillana. Na scenie Alina Czyżewska i Łukasz Kucharzewski. Spektakl reżyseruje Rafał Szumski.
Od piątku, Teatr Miejski w Gliwicach

„Tchnienie” to taka współczesna, słodko-gorzka historia miłosna. Para młodych ludzi mierzy się z podjęciem ważnej decyzji – posiadania potomka. Ich rozważania są osobiste, lecz odnoszą się także do niespokojnej dziś rzeczywistości.

Ponadto temat dziecka jest punktem wyjścia do zgłębienia relacji łączącej parę. „Charakterystyczna, nieprzyzwoita historia miłosna Duncana Macmillana jest brutalnie szczera, zabawna, ostra i aktualna. Jest odważnie napisana i zdumiewająco skonstruowana. Daje głos pokoleniu, dla którego niepewność jest sposobem na życie” – napisał o sztuce „The Guardian”.

Rozmowa z Rafałem Szumskim, reżyserem

Marta Odziomek: Dlaczego tytuł tej sztuki jest inny od oryginału? „Tchnienie” zamiast „Płuca”?
Rafał Szumski: Do tej pory w polskim teatrze instytucjonalnym były dwa wystawienia sztuki Duncana Macmillana. Jedno w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz, druga w reżyserii Grzegorza Małeckiego w Teatrze Narodowym w Warszawie. W Tarnowie spektakl ten funkcjonował pod tytułem oryginalnym – „Lungs”, czyli „Płuca”. Małecki zaś dał mu tytuł, moim zdaniem bardziej pojemny – „Tchnienie”.

Jakby scharakteryzował pan bohaterów sztuki?
– Kobieta i mężczyzna. Ludzie przed 40, inteligentni, dowcipni, wrażliwi, empatyczni. Wierzę, że widz ich polubi i będzie im kibicował w ich zmaganiach. Zwłaszcza że tematem, który otwiera ten teatralny świat, to sceniczne zdarzenie, jest dziecko. Pytanie o sens posiadania dziecka w dzisiejszych zagrożonych ekologicznie czasach uruchamia lawinę pytań i zdarzeń.

Ona pisze doktorat, on stara się robić karierę muzyka. Są wciąż młodzi.
– Z tego co wiem, to we wcześniejszych realizacjach aktorzy byli przed 30. Ja uznałem, że bardziej interesuje mnie jak tematy, które poruszamy, przepracowują ludzie bardziej doświadczeni życiowo. Stąd nasi bohaterzy są przed 40.

Dlaczego?
– Bo jest mi do nich bliżej. Sam mam 34 lata i narzeczoną w podobnym wieku, i właśnie spodziewamy się dziecka. Więc można powiedzieć, że praca nad tym spektaklem jest dla mnie swoistą wprawką. Bawi mnie też fakt, że z racji wieku i doświadczeń bohaterom wydaje się, że są już „zainstalowani” w życiu, że mało ich jeszcze może zaskoczyć, a okazuje się, że temat, który dotyczy prawie każdego człowieka, czyli temat dziecka otwiera w ich relacji sfery, o których nie mieli pojęcia.

Jak można odczytywać tytuł spektaklu w odniesieniu do całości?
– Tak jak wspomniałem, słowo „tchnienie” jest bardzo pojemne. Życie jest tchnieniem, tchnienie to pierwsze, co robi nowo narodzony człowiek, tchnienie zawiera w sobie zarówno świeżość, jak i jakiś głębszy, metaforyczny sens.

Kieruje się pan wskazówkami autora zawartymi na początku sztuki? Zaleca on, aby bohaterowie nosili imiona aktorów, aby scena była pusta i nie było żadnych świateł ani dźwięków. Cały ciężar spoczywa wówczas na aktorach.
– Tak. Na aktorach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Bo jedyne, z czym ich zostawiam na scenie, to tylko oni i dwa krzesła. Dlatego tak ważne jest, abyśmy cały czas bawili się konwencją w graniu, łączeniu formalnego grania z psychologicznym. Macmillan sugeruje, żeby nie było scenografii, ale uważam, że nasza instalacja lustrzana, półkoliste lustro weneckie, w którym może się też czasem przeglądać widownia, wzmacnia jego tekst i przekaz spektaklu. Za lustrem zaś posadziłem „Muzyka”, który rytmizuje ten świat. „Muzyk” dzięki różnym zabiegom oświetleniowym w ciekawy, tak mi się wydaje sposób, jest odrealniony i nabiera różnych znaczeń. Raz może być synem bohaterów, raz nienarodzonym dzieckiem, innym razem swoistym kreatorem tego świata, a czasami po prostu widzem.

Tekst Macmillana nie jest łatwy – potoczny, wiele w nim wtrąceń, powtórzeń. Czy aktorzy muszą się go trzymać?
– Tekst jest zapisany jak muzyczna partytura. Zatem obecność muzyka, który rytmizuje pewne teksty, bardzo pomaga. Trudność jego wypowiadania, owszem, jest duża. Całość ma brzmieć właśnie potoczyście, a jednocześnie ma mieć zachowany rytm partytury. Nie ma tu dla aktorów miejsca na improwizację. Wtedy ta struktura ulegnie destrukcji, a jak to się stanie to „leżymy”. Ale jestem przekonany, że to się nie wydarzy.

Będzie dużo intymności?
– Będzie dużo momentów bliskości między aktorami, choć bliskością dla mnie nie jest tylko kontakt fizyczny. Ważna będzie przede wszystkim energia, która płynie z tej pary.

Oprócz tematu sprowadzenia potomka na świat „Tchnienie” jest także dyskusją o samym świecie. Jego niedobrej kondycji.
– Zaniedbanie przez nas ziemi to drugi istotny temat tego spektaklu. Temat dziecka i ekologii razem się tu zazębiają. Bohaterowie zadają sobie ważne pytanie – czy to jest dobry pomysł, aby sprowadzać na świat człowieka, który za kilka dekad będzie żył w zdegradowanym otoczeniu. To clue tej sztuki! To pytanie jest jej siłą i jest dla na równie ważne, jak pytania o samą ideę zostania rodzicem. Chciałbym, aby widz pomyślał po spektaklu: „obejrzałem przedstawienie o parze ludzi, którzy chcą mieć dziecko, ale też o tym, że jego sprowadzenie na ten świat może nie być bezpieczne”. No ale nie odpowiemy już na pytanie „urodzić dziecko czy zasadzić las?”. O tym zadecydować musi każdy z nas indywidualnie. Nie chcemy stawiać żadnej tezy, ale zostawić odbiorcę z pewną emocją i refleksją na ten temat.

Premiera „Tchnienia” w piątek 8 lutego o godz. 19. Kolejne prezentacje 9, 10 i 14 lutego o godz. 19 na Małej Scenie przy Nowym Świecie. Bilety: 29-34 zł.

Marta Odziomek, Gazeta Wyborcza
źródło