MY kontra WY

Otwierasz oczy i budzisz się w kraju, który jest Ci obcy. W kraju, w którym jest Ci źle, nie chcesz w nim być. Przed oczami przetaczają się co raz to nowe sceny – z jednej strony okrucieństwa, z drugiej walki o lepszy byt. Kto swój, kto wróg.

To bardzo skrótowe zreferowanie tego z czym mamy okazję się spotkać oglądając przestawienie Teatru Miejskiego w Gliwicach pt. „Białoruś Obrażona” wg tekstu Andrieji Kureichika, a w reżyserii Jana Jerzego Połońskiego.

W pierwszym odruchu – nie chcę tego oglądać, bo to polityczne a ja się chcę trzymać od tej całej polityki z daleka. A w drugim – zobaczę, może w końcu się dowiem o co tam naprawdę w tym chodzi. Tam – w Białorusi, w tym – konflikcie. Oglądam.

Nie żałuję. Nie zawiodłam się. Już wiem.

Poruszający godzinny spektakl. Emocje? Skrajne – od radosnej nadziei, przez rozczulający smutek, po kipiącą złość. Zatem czego chcieć więcej od dobrze wyreżyserowanego i zmontowanego przedstawienia teatralnego, który dzięki Internetowi ma międzynarodowych zasięg. Wybaczcie, ale nie umiem zdecydować, która z postaci, w tym aktorów wywarła na mnie największe wrażenie. Natomiast jestem pod wrażeniem charakteryzacji i kostiumów. I to nadzwyczajne przedstawienie brutalności, bez obrzydzenia czy wulgarności, piękne! Niczego tutaj nie brakuje, ale też w niczym nie dopatrzyłam się przesady, to co widzimy oraz słyszymy składa się na bardzo estetyczną całość. Tak, właśnie estetyczną.Zdjęcie ze spektaklu "Białoruś obrażona" Andreia Kureichika, w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Na zdjęciu aktorka (Antonina Federowicz) w brudnej zakrwawionej sukience, oparta o chropowatą ścianę. Ma długie włosy i rozmazany makijaż.

Realia jak najbardziej współczesne – Białoruś. Ojczyzna. Łukaszenko. Wybory. Swietłana. Dwa światy, których losy brutalnie splatają się ze sobą. Dla jednych pokojowa rewolucja, a dla drugich wojna. Jednak obie strony dążą do tego samego – pokoju i wolności, tylko każdy ma swój własny punkt odniesienia. Do tego „organizacja” wyborów w 2020 roku. Miłość. Rodzina. Same ponadczasowe wartości. Zatem ten białoruski konflikt nie dość że można przełożyć na sytuację w innych państwach, to również można odnieść do zupełnie innych sfer życia. Mamy tutaj nawet konflikt wewnętrzny kilku bohaterów, jest i katharsis. I przede wszystkim tekst Andrieija Kureichika, śmiało można stwierdzić, że genialny. Idealnie dobrany do sytuacji język i sformułowania.

Mnogość stawianych pytań retorycznych daje szanse na zastanowienie się – a co byłoby ze mną w takiej sytuacji? Wiele stwierdzeń na długo zapada, ba! wdziera się w pamięć – „nie wolno strzelać do swojego narodu”. Niewiele trzeba, żeby przełożyć to na obecna sytuację w naszym kraju. A to rodzi pytanie – dokąd zmierzasz narodzie? I pamiętać należy, że jest granica bólu, nie tylko fizycznego, bo kiedy boli wszystko, to nic już nie boli. I wcale nie chodzi o zobojętnienie. A w tle miłość – do ojczyzny, do dziecka, do siostry czy brata. Dwojga ludzi. Miłość do siebie. Pełne spektrum tego uczucia oraz jego granicy, za którą czeka nienawiść.

Zatem – na co Wy jesteście gotowi dla miłości?

Anna Kłapcińska
Dziennik Teatralny Kraków
10 lutego 2021r.

źródło