Albo moglibyśmy zasadzić las… przed premierą kameralnego Tchnienia w Teatrze Miejskim w Gliwicach

8 lutego premiera na Małej Scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach. Zobaczymy kameralny spektakl brytyjskiego dramaturga Duncana Macmillana w reżyserii Rafała Szumskiego.

Z Aliną Czyżewską i Łukaszem Kucharzewskim, odtwórcami głównych ról w najnowszej produkcji gliwickiego teatru, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Teatr Miejski w Gliwicach_tchnienie-fot_mbuksa-3812Gracie parę, która ma opowiedzieć widzom o życiu, o tym, jak radzicie sobie z rzeczywistością.

Alina Czyżewska: „Tchnienie” – dla mnie piękna, zabawna i wzruszająca opowieść o miłości dwojga ludzi w świecie, który zaczyna się psuć. Który my psujemy.

O czym rozmawiacie?

Łukasz Kucharzewski: Jesteśmy dwojgiem zwyczajnych ludzi, z których ona jest doktorantką wydziału ekologicznego, on muzykiem. Kochająca się para, nie bez problemów, bo on ma lekki konflikt z jej rodzicami.

Alina Czyżewska: Przepraszam cię, ale jego rodzice też nie są bez skazy.

Łukasz Kucharzewski: Nasi bohaterowie okazują sobie uczucia, potrafią być erotyczni. I chcą mieć dziecko.

Alina Czyżewska: Ale pojawia się pytanie: czy faktycznie chcą.

Łukasz Kucharzewski: Dużo ze sobą rozmawiają. Naprawdę dużo. I lubią to robić. Dyskutują, na różne sposoby, także o dziecku. On chce bardziej.

Alina Czyżewska: Ona bierze pod uwagę bardzo wiele kwestii.

Łukasz Kucharzewski: W sztuce nazywamy się jak w życiu, czyli Alina i Łukasz, to zresztą zalecenie autora. Ja chciałabym mieć dziecko, ale moja partnerka znajduje argumenty wprowadzające rodzaj zawieszenia.

Jakie to argumenty?

Alina Czyżewska: Moja bohaterka jest świadoma, jaki świat szykujemy naszym dzieciom, również w kontekście tego, czego dziś doświadczamy w Polsce. Chodzi o ważne kwestie ekologiczne, zagrożenia klimatyczne, zanieczyszczenie powietrza, żywności, o naszą odpowiedzialność za świat. Te sprawy dopiero ostatnio są u nas gorącym tematem w debacie publicznej, ale na świecie od lat bardzo silnie artykułowane przez ruchy obywatelskie.

Łukasz Kucharzewski: Często mamy odmienne zdanie, ale jestem na tyle otwarty, że podejmuję rozmowę, nie uciekam. Nie ignoruję jej poglądów.

Alina Czyżewska: Nasi bohaterowie bardzo starają się zrozumieć siebie samych, siebie nawzajem i otaczający ich świat. Ale to wszystko nie zawsze w aż tak poważnym tonie. Mamy śmiech i łzy, dowcip w świetnym stylu. Kiedy zaczęliśmy z Łukaszem czytać scenariusz, od razu pomyśleliśmy: „ten gość wyjął nam z głowy niektóre myśli!”. To niezwykle pojemny tekst, więc przy wielu scenach mieliśmy nawet wrażenie, że dla widzów to może być jak terapia: o co chodzi mojej dziewczynie, żonie w związku albo czego nie rozumie mężczyzna, jak rozmawiać. Na oczach publiczności przepracowujemy to, pomagając zrozumieć, co siedzi w głowie tej drugiej, ukochanej, osoby. A przy tym jest sporo zabawy!

Łukasz Kucharzewski: Uchylamy drzwi naszej sypialni. Widzowie podglądają, z czy się mierzymy, od czego wymigujemy, co staramy tłumaczyć, czasem naiwnie, czasem zupełnie serio.

Alina Czyżewska: Zapraszamy do naszego intymnego świata, opowiedzianego jednak w bardzo atrakcyjny sposób. Tam jest seks i łzy, nadzieja i wzruszenie, szczęście i nieszczęście. Tragedia i euforia.

Myślę, że rozmowy prowadzone na scenie odbywają się w wielu mieszkaniach.

Łukasz Kucharzewski: Ludzie tak żyją. Wkurzają się, przeklinają, kochają.

Alina Czyżewska: Na scenie, jak w soczewce, zobaczymy życie swoje i swoich znajomych. Może widzowie coś ważnego dla siebie wyciągną, przeżyją, ale i na pewno świetnie się pobawią.

Argumenty, jakie padają z ust scenicznej Aliny, nie są przypadkiem ucieczką od odpowiedzialności, tchórzostwem i egoizmem? Chodzi o dziecko.

Alina Czyżewska: Nie, na pewno nie. Mam koleżanki, które, z uwagi na to, co dzieje się na świecie, nie decydują się na dzieci. Bardzo się cieszę, że dzięki spektaklowi mogę połączyć moją aktywność społeczną z aktorstwem. Na scenie wypowiadam jedynie słowa klucze: Kongo, Bangladesz. Ale ja wiem, co jest w tle, że to nie tylko hasła w tekście. Znam te historie, byłam z uchodźcami, wiem, jaka to skala. Interesuje mnie robienie teatru nie tylko dla sztuki, także dla świata, zatem widzowie uczestniczący w spektaklu również będą mogli zrobić coś dla klimatu, dla siebie samych.

Czy w „Tchnienie” weszliście bez obaw?

Łukasz Kucharzewski: Dotąd nie grałem w tak kameralnym przedsięwzięciu. Wszystko jest inaczej.

Alina Czyżewska: Już po pierwszym czytaniu wiedzieliśmy, że to jest to. Macmillan napisał świetną sztukę. Chce się ją grać. Razem z widzami wsiadamy do rollercoastera i jedziemy.

Łukasz Kucharzewski: Tekst nie jest ani surrealistyczny, ani metafizyczny, jest zwyczajny, a jednocześnie z bardzo dużym ładunkiem emocji i humoru. Duncan Macmillan doskonale uchwycił nasze czasy.

Alina Czyżewska: Nie wiem, czy można powiedzieć o „Tchnieniu”, że to komedia o trudnych sprawach, ale tak ją z Łukaszem odbieramy.

Dla was to niezła emocjonalna przygoda. Przez ponad 1,5 godziny musicie zaabsorbować widza. Scenariusz dopuszcza improwizację, czy musicie ściśle trzymać się tekstu?

Alina Czyżewska: Czasami mówimy sobą, ale zasadniczo trzymamy się tekstu.

Jesteście w wieku bohaterów?

Alina Czyżewska: W sztuce wiek nie jest określony, może chodzić o bohaterów między 20. a 40. rokiem życia. Co nie znaczy, że jest adresowany tylko dla tego przedziału odbiorców.

Gracie w dekoracjach? Czy tylko scena i wy?

Alina Czyżewska: Scenografię przygotowała Ola Grabowska, będzie również muzyka na żywo.

Tchnienie, czyli co? Bo tytuł oryginalny to „Płuca”.

Alina Czyżewska: Metafora pierwszego oddechu, tuż po narodzinach, ale i łapanie go w życiu. Chodzi również o płuca planety, które systematycznie niszczymy.

Rozmawiała Małgorzata Lichecka
Nowiny Gliwickie (źródło)