O Józku, który grał bigbit

Daria Sobik, Reflektor

Tak brzmi tytuł czwartej premiery Teatru Miejskiego w Gliwicach. Szkoda, że tytułowy Józek ani nie grał bigbitu, ani nie grał dobrze swojej roli.

Z tym ostatnim zresztą borykała się większość aktorów przewijających się przez spektakl, niemrawo pląsających w rytm piosenek Karin Stanek, Czesława Niemena czy Krzysztofa Krawczyka. Z pląsania zostało jednak tylko złote konfetti na scenie, które ktoś po spektaklu musiał usunąć. Do usunięcia jest tu jednak coś innego – patos, z jakim prowadzone są prawie wszystkie monologi, dosłowne do bólu metafory i obraz Józka jako alkoholika „z kaprysu”.

To nie jest tak, że spektakl był zły. Wszak na scenie podziwiamy świetną scenografię i kostiumy Anny Kaczkowskiej, która, inspirując się latami 60., nadała spektaklowi wiarygodny klimat tamtego okresu. Piosenki wykonywane na scenie przez trzy uzdolnione aktorki: Izabelę Baran, Dominikę Majewską i Małgorzatę Paukę również wpadały w ucho i ucha prędko nie chciały opuścić. Sprawnie i lekko była wykonana ciekawa choreografia trzech aktorek, które grały Dźwięki towarzyszące całej opowieści. Dźwięk saksofonu, dźwięk nerwowego stukania palcami, dźwięk dezaprobaty i wiele innych okazały się interesującym zabiegiem, który, jak mógł, ubarwiał nudną jednak i mało przekonującą historię.

Teatr Miejski w Gliwicach_Józek

Opowieść skupia się całkowicie na życiorysie Józka, w którym przeważał nie bigbit, lecz alkoholowa choroba. Ten fakt z życia artysty jest znany, jednak w spektaklu Aliny Moś-Kerger został sprowadzony do płaskiego, niezrozumiałego problemu, którego nawet tytułowy bohater nie potrafił wyjaśnić. Stereotypowe przedstawienie choroby, która zniszczyła karierę i życie Józka, skwitowane było zdaniem, że nic nie wkurza bardziej, jak kiepskie pianino na scenie. Aktor grający główną rolę sam zdawał się nie do końca wierzyć w tragizm swojej postaci, nie dziwi więc fakt powierzchownie zbudowanej roli. Najmniej przekonująca okazała się jego tęsknota za pianinem, czyli Miłością (w tej roli choreografka spektaklu, Katarzyna Kostrzewa), która, mimo że była motywem wiodącym w spektaklu, sprowadzona została do patetycznych gestów i przesadnej egzaltacji.

Teatr Miejski w Gliwicach_Józek

Smutny wniosek płynie ze sposobu skonstruowania tego dramatu przez reżyserkę. Ma się wrażenie, że przegadane monologi, metateatralne zwroty do widza i dosłowne, niepobudzające wyobraźni metafory próbują wnieść w spektakl jak najwięcej jasności. Tak, jakby widz sam nie potrafił sobie dopowiedzieć pewnych aluzji i nie wykazywał się twórczym myśleniem. Ten problem urasta do rangi syndromu niektórych reżyserów, którzy nie chcą eksperymentować albo nie wierząc w siebie, albo w inteligencję widza. Może więcej wiary?

źródło: http://www.rozswietlamykulture.pl/reflektor/2017/04/18/o-jozku-ktory-gral-bigbit/

zdjęcia: Patrycja Wróbel