Słowne potyczki, małżeńskie tajemnice, światopoglądowe spory, a wszystko to podlane (nie)poprawnością polityczną i dużą dawką humoru. „Drobna niekonsekwencja” to inteligentna, przewrotna komedia w znakomitym aktorskim wykonaniu.
Teatr im. Tadeusza Różewicza w Gliwicach nowy sezon rozpoczął od zmiany nazwy – dawny Teatr Miejski zyskał nowego patrona, a wraz z nim nowe otwarcie. To dobra wróżba dla tej sceny, co potwierdza już pierwsza premiera sezonu. „Drobna niekonsekwencja” od pierwszych minut wciąga w wartką komediodramę rozgrywającą się między grupą przyjaciół.
Pozornie niewinne spotkanie stopniowo przeradza się w coraz bardziej napiętą konfrontację, a uprzejma konwersacja ustępuje miejsca słownym potyczkom i wzajemnym oskarżeniom. Skojarzenia z filmową „Rzezią” Romana Polańskiego czy „Zaproszeniem” w reżyserii Olivii Wilde wydają się całkiem uzasadnione.
W przypadku gliwickiej realizacji punktem zapalnym staje się pewne nagranie z domowych kuchennych rewolucji. Z pozoru niewinny film o gotowaniu wywołuje słowne starcia „na noże” o feminizmie, mizoginii, męskości, kobiecości, kulturowym zawłaszczaniu, zjawisku tradwife – modelu tradycyjnej żony, poprawności politycznej. Słowne ciosy padają tu raz za razem – prawy do lewego, lewy do prawego. Dialogi są naprawdę zabawne, choć momentami balansują na granicy politycznej poprawności.
Ideologiczne spory szybko jednak ustępują miejsca małżeńskim uszczypliwościom, pretensjom, a na jaw wychodzą skrywane tajemnice. Lekka komedia zmienia się w cierpką, ale wciąż żartobliwą opowieść o bliskości, która okazuje się znacznie trudniejsza niż deklarowane przekonania. Spektakl trzyma tempo, utrzymując temperaturę małżeńskiego wrzenia.
Autorką sztuki i reżyserką spektaklu jest Joanna Oparek, której utwory już wcześniej gościły na deskach gliwickiej sceny. „Całe życie” i „Dobra rodzina” zebrały uznanie widzów i krytyków. Oparek konsekwentnie buduje w swoich realizacjach mieszczański – w dobrym tego słowa znaczeniu – teatr: precyzyjny, inteligentny i bezlitośnie przyglądający się codzienności.
W „Drobnej niekonsekwencji” celnie punktuje ideologiczne zacietrzewienia, choć nie opowiada się po żadnej ze stron. Znacznie bardziej interesuje ją pokazanie, jak szybko deklaracje światopoglądowe rozpadają się pod naporem prywatnych emocji, kompleksów i małżeńskich rozrachunków.
Obok tekstu najmocniejszą stroną przedstawienia są kreacje aktorskie. Aleksandra Wojtysiak (Iga) kreśli portret idealnej żony rodem z amerykańskich „housewives” lat pięćdziesiątych – perfekcyjnej, eleganckiej i zawsze gotowej sprostać oczekiwaniom męża. Aktorka umiejętnie wykorzystuje tę pozorną nieskazitelność, stopniowo odsłaniając pęknięcia pod starannie wypolerowaną fasadą. W rolę Adama, jej męża – pantoflarza i wrażliwca – z wdziękiem wciela się Cezary Jabłoński, budując postać, która z nieco bezbarwnej w toku wydarzeń nabiera rumieńców. Karolina Olga Burek (Maja) nadaje swojej bohaterce temperament bezkompromisowej feministki, która swoich racji broni do upadłego.
Aktorka dobrze wykorzystuje komediowy potencjał swojej postaci, nie pozwalając jednak sprowadzić jej do roli ideologicznej wojowniczki. Po drugiej stronie barykady staje jej mąż Hubert. Adam Krawczuk brawurowo buduje postać współczesnego macho – pewnego siebie, apodyktycznego i głęboko przekonanego o własnej nieomylności. Aktor balansuje między przerysowaniem a wiarygodnością, dzięki czemu Hubert bywa jednocześnie zabawny i irytujący.
Jest jeszcze Bazyl (Mariusz Galilejczyk), przyjaciel z czasów studenckich i podróżnik, który pod maską samotnego wilka również ma co nieco do ukrycia. Zdystansowany obserwator z aforyzmem na każdą okazję wnosi do spektaklu potrzebny oddech. I choć w spektaklu nie ma scenicznych fajerwerków, nie ma też nudy.
Reżyserka zgrabnie wykorzystuje projekcje wideo, wokół których buduje dramaturgiczne napięcia między postaciami. Nagrania są zabawnym przerywnikiem scenicznych perturbacji.
„Drobna niekonsekwencja” to na wskroś współczesna małżeńska drama, sprawnie żonglująca kliszami męskości i kobiecości. Dobrze zagrana, sprawnie napisana. Słodko-gorzka, ale smakuje wybornie.