Astrid Lindgren / Jerzy Jan Połoński

Dzieci z Bullerbyn

„Dzieci z Bullerbyn”  to uwielbiana przez kolejne pokolenia znakomita powieść Astrid Lindgren, ciesząca się niesłabnącym powodzeniem i sympatią zarówno dzieci, jak i rodziców. Składają się na nią urocze historie małych mieszkańców szwedzkiej wioski Bullerbyn. Astrid Lindgren, która do końca życia zachowała radość i ciekawość dziecka, opisała w powieści swoje dzieciństwo, a miejsca opisane w książce znajdują swoje wzorce w rodzinnej wiosce autorki. Dla dzieci spektakl jest inspiracją do uruchomienia pomysłowości i kreatywności na przekór wszechogarniającej dosłowności. Dorośli natomiast przypominają sobie czasy, gdy kijek mógł być motorem, wiadro – armatą, kołdra – bazą, a błoto-złotem.

  • Symbol
Kiedy gramy
  • 13.04 (sob.) 16.00Kup Bilet
  • 14.04 (niedz.) 15.00brak miejsc wolnych
SCENA Kameralna
CZAS 1 godzina, bez przerwy
WIEK WIDZÓW 5+
PREMIERA 25 listopada 2017 r.

Video

Wiecej o spektaklu

"Dzieci z Bullerbyn"

Dziecięce zabawy z teatralną formą, Agnieszka Dróżdż
Teatr dla Was
Dziewczyna leży na łóżku. Z szafki pod łóżkiem wystaje głowa chłopaka

Dziecięca wyobraźnia w połączeniu z reżyserską fantazją nie mogą dać nic innego, jak pozytywnie zaskakujący efekt. Gliwickie „Dzieci z Bullerbyn” to zabawa teatralnymi formami, pobudzająca do kreatywnych działań i zabaw tuż po powrocie do domu.

Jerzy Jan Połoński jako reżyser spektaklu dla dzieci posłużył się różnorodnymi formami teatralnymi, które przeplatają się między sobą. Początkowo maskotki na półkach Lissy ożywają, lecz to przecież normalna sprawa w dziecięcym pokoju. Uosabiając pozostałe dzieci z wioski, przedstawiają się niczym w teatrze lalek. Nie brakuje także kreatywnego podejścia do rekwizytów, kiedy to koc staje się dowolnym instrumentem muzycznym, a zasłonka wiśniowym drzewem lub chmurą kurzu. Emocje wyrażać można na wiele sposobów, w tym na przykład jak szewc – wydając z siebie różnego rodzaju dźwięki i ruchy. Jeśli czegoś nie ma, to można sobie wyobrazić, że jest i każde dziecko o tym wie. Za pomocą własnego ciała lub gestu można przekazać każdą informację, przecież nie trzeba jeść cukierka, żeby mówić jak z cukierkiem w buzi, a odpowiednia postawa sygnalizuje gotowość do wystrzelenia z pistoletu. Różnorodne formy teatralne użyte w spektaklu doskonale pokazują podobieństwa do dziecięcych zabaw.

Dużym plusem przedstawienia są sami aktorzy, którzy nie tylko z racji młodego wieku idealnie pasują do kreowanych postaci. Niemal w każdej scenie można podziwiać ich bardzo dobre przygotowanie warsztatowe. W trakcie wspólnych zabaw prezentowane są sztuczki niczym z cyrkowej areny, np. żonglowanie piłeczkami czy kręcenie hula hopami. Prawdziwą przyjemnością dla uszu jest dziecięce podśpiewywanie zmyślonych piosenek powstałych z potrzeby chwili. Swoją pozytywną energię aktorzy dzielili nie tylko między sobą na scenie, lecz także wchodząc w interakcję z najmłodszą częścią publiczności, jak choćby w trakcie bitwy na poduszki.

Zarówno przestrzeń sceniczna, jak i muzyczna świetnie wpisały się w zabawę formą. Scenografia stworzona przez Joannę Martyniuk co chwilę zmieniała się dzięki ruchomym ściankom z wyciętymi okienkami. Dzięki temu pokój Lissy z łatwością mógł zamienić się w sklep czy w łąkę z rozlewiskiem. Wielkie łoże – będące jednocześnie trampoliną – uatrakcyjniło dziecięce zabawy. O przestrzeń muzyczną zadbał Marcin Partyka. W jego kompozycjach można było wyczuć inspirację kreskówkowymi, zwariowanymi melodiami. Muzyka rewelacyjnie podkreśla akcję i nastroje bohaterów, co ułatwia odbiór.

Dzieci z Bullerbyn potrafią się wspólnie świetnie bawić, wyobrażają sobie, że stojąc na głazie, znajdują się na wielkim statku, a kałuża wokół to morze. W dziecięcych głowach zrodzić może się wiele pomysłów i warto pielęgnować rozwój tych fantazji, nie ograniczając ich dorosłym, realistycznym podejściem do otaczającego świata.

Źródło:

http://www.teatrdlawas.pl/recenzje/7516-dzieciece-zabawy-teatralna-forma

Pobierz recenzję .pdf

"Dzieci z Bullerbyn"

Recenzja z prezentacji na Festiwalu Teatrów dla Dzieci 2019 w Nowohuckim Centrum Kultury, Krzysztof Niedźwiedzki
Dziewczyna leży na łóżku. Z szafki pod łóżkiem wystaje głowa chłopaka

Podczas wczorajszego spektaklu widownia pękała w szwach. „Dzieci z Bullerbyn” wciąż przyciągają jak magnes i wciąż wciągają do zabawy, przed którą nie ma obrony. Spektakl Teatru Miejskiego z Gliwic jest tego klinicznym przykładem. Na scenie Lissa budzi się ze snu. Ze snu budzą się też jej maskotki, które już chwilę później przemienią się w piątkę przyjaciół. No i zaczyna się szaleńcza zabawa. Korowód przygód, młyn pomysłów, gejzer energii i fontanna śmiechu. Dzieci bawią się scenografią, przemieniając wielkie łóżko w dowolny obiekt. Rekwizyty są umowne, podobnie jak świat tworzony przez szóstkę bohaterów, wcielających się, bez zmiany kostiumu, w dowolne postaci. Jedno jest niezmienne – WYOBRAŹNIA. Na koniec Lissa kładzie się do snu, a jej przyjaciele na powrót przemienieni w maskotki lądują na półkach nad jej łóżkiem. Śpij smacznie dziewczynko… i zbudź się jutro!

Na koniec przepis na wyśmienitą potrawę teatralną:
Wziąć kultowy tekst Astrid Lindgren, wymieszać go z szaleńczą ekspresją aktorów i niebanalną scenografią. Doprawić wszystko brawurową choreografią, szczyptą muzyki i oddać taką mieszankę w ręce reżysera Jerzego Jana Połońskiego, ubranego w czapkę kucharską. Jakość potrawy gwarantowana.

 

 

Pobierz recenzję .pdf

"Dzieci z Bullerbyn"

Spektakl „Dzieci z Bullerbyn” w Miejskim Teatrze w Gliwicach, Zuzanna Kubacz
blog Książki Sardegny
Dziewczyna leży na łóżku. Z szafki pod łóżkiem wystaje głowa chłopaka

W niedzielę 26 stycznia miałam okazję wziąć udziału w niesamowicie fajnym wydarzeniu, a mianowicie mogłam obejrzeć spektakl „Dzieci z Bullerbyn”, który wystawiony był na deskach Teatru Miejskiego w Gliwicach na Małej Scenie. Powiem od razu, że nie uczestniczyłam w tej akcji sama, była ze mną także moja 10 letnia córka Ania. Bardzo lubię sztuki teatralne, dość często mam okazję je oglądać, głównie ze względów zawodowych, ale nigdy nie odmawiam wybrania się do teatru z własnymi dziećmi, chcę im bowiem pokazywać wszystkie ciekawe formy spędzania wolnego czasu, które rozwijają, uczą czegoś nowego i pokazują ciekawe treści.

Nasza wyprawa do teatru na to konkretne przedstawienie wynikła też trochę z faktu, iż postanowiłam sprawdzić, jak najsłynniejszą opowieść Astrid Lindgren w wersji scenicznej, oceni moja Córka, która uwielbiała, kiedy czytałam książkę na głos (zresztą o wrażeniach z lektury pisałam TUTAJ), natomiast, gdy miała czytać ją samemu, jako lekturę szkolną, strasznie marudziła, mówiąc, że inaczej pamięta tą historię i teraz ona nie jest już taka fajna… Nie wiem, z czego wynikał ten dysonans, w każdym razie, trochę wewnętrznie byłam ciekawa, jak podejdzie do tej adaptacji i, jaką ostatecznie wyrobi sobie opinię, czy „Dzieci z Bullerbyn” są w końcu fajne, czy też nie. Przy okazji sama nabrałam ochoty na obejrzenie przedstawienia na temat jednej z fajniejszych książek dla dzieci, jakie miałam okazję w życiu czytać.

I powiem Wam, że czas spędzony w teatrze okazał się magiczny! Nie dość, że moje dziecko wyszło zachwycone, w sumie już w trakcie przedstawienia widziałam szczery zachwyt w jej oczach, to jeszcze po zakończeniu dowiedziałam się, że teraz aktorstwo to jej nowe zainteresowanie i koniecznie muszę ją zapisać na jakieś zajęcia kółka teatralnego w naszym mieście. Moja Córka jest 100% humanistką, nie zdziwiła mnie więc jej nowa pasja, co jednak bardziej mnie ucieszyło to stwierdzenie, że „Dzieci z Bullerbyn” są super”. Cel osiągnięty!

Jeśli chodzi o sam spektakl, to cieszy się on w Teatrze Miejskim w Gliwicach bardzo dużą popularnością (a raczej cieszył, bowiem nie można znaleźć go już na deskach teatru, ale wierzę, że organizatorzy pomyślą jeszcze o jego wznowieniu). Świadczyć o tym może fakt wykupienia biletów na kolejne, zaplanowane terminy, a także opcja dołożenia dodatkowej godziny spektaklu, żeby zadowolić wszystkich zainteresowanych.

Adaptacja przeznaczona jest z zasady dla dzieci 5+, a mnie szczerze zdziwił fakt, iż naprawdę na widowni znalazła się spora grupa młodszych dzieciaków. Dla porównania, moja 10 letnia Córka była jedną ze starszych, co mnie akurat dość zaskoczyło, bowiem wydawało mi się, że skoro „Dzieci z Bullerbyn” są lekturą dla III klasy, to właśnie ta grupa będzie dominować na widowni. W każdym razie maluchy były niesamowicie zainteresowane tym, co dzieje się na scenie. Nie było w sumie takiej sytuacji, jak czasami zdarza się w teatrze lub na jakimś innym wydarzeniu skierowanym dla najmłodszych, że widzowie kręcą się niepokojąco, a całość strasznie się im dłuży. Tutaj wręcz przeciwnie. Wszyscy byli bardzo skupieni, zaciekawieni, emocjonalnie podchodzili do tego, co widzieli na scenie, żywo reagowali, śmiali się w kluczowych momentach, a co najlepsze, niektórzy mali widzowie recytowali na głos kwestie z książki razem z aktorami! To już w ogóle robiło niesamowite wrażenie, a moja Córka patrzyła na mnie z niedowierzaniem, kiedy nasz „sąsiad”, na oko sześciolatek, recytował, jak gdyby nigdy nic, kwestie Lassego. To było coś genialnego!

Świetnie było obserwować żywe emocje dzieci, ale też dorosłych, którzy bawili się równie dobrze, reagując na śmieszne scenki czy zabawne dialogi. Było to naprawdę fajne przeżycie.

Jeśli mowa jeszcze o samym spektaklu, wybierając go z afisza, trzeba mieć świadomość, że jest on raczej krótki, bo godzinny. Przygody bohaterów z Bullerbyn są okrojone do najważniejszych i tych najbardziej charakterystycznych. Są to moim zdaniem najciekawsze i najbardziej kluczowe historyjki, wybrane z książki, które najbardziej bawią i najłatwiej zapadają w pamięć. Któż bowiem nie kojarzy urodzin Lisy, wyprawy dziewczynek do sklepu po zakupy i kultową kiełbasę mocno obsuszoną, historię Ollego i jego psa Svipa, założenie spółdzielni sprzedającej wiśnie, czy opowieść dzieciaków, czemu tak długo wracają ze szkoły. Każda scenka przedzielona jest krótką formą taneczną, w której aktorzy bawią się, przemieszczają po scenie, dając widzom sygnał, że kończą jedną opowieść i przechodzą do drugiej.

Jeśli chodzi o aktorów, w głównych rolach wystąpili: Magdalena Zabel (LISA), Anna Moś (BRITTA), Iga Bancewicz (ANNA), Rafał Domagała (LASSE), Cezary Jabłoński (OLLE), Kornel Sadowski (BOSSE), którzy wyglądali na scenie bardzo młodzieńczo, powiedziałabym że niemal dziecięco (moja Córka nie chciał uwierzyć, że są dorosłymi ludźmi), stąd też swoim wizerunkiem, zachowaniem idealnie wpasowali się w rolę i poczuli klimat Bullerbyn. Bardzo fajnie przedstawili dziecięce emocje, mimikę twarzy, gestykulację, które choć trochę przerysowane, w taki właśnie dziecięcy sposób, mocno trafiły do widzów.

Bardzo fajnie wypadła też interakcja pomiędzy aktorami, a dziecięcymi widzami (zabawa poduszkami czy podchodzenie do pierwszych rzędów), sprzyjała temu na pewno kameralna atmosfera Małej Sceny w Teatrze Miejskim i rozłożone poduszeczki/ pufy tuż pod sceną, które zastępowały tradycyjne krzesełka. Młodsi widzowie mogli niemalże uczestniczyć w przygodach bohaterów i mieć ich na wyciągnięcie ręki.

Sztuka zaplanowana jest już do kolejnego wystawienia na Małej Scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach od kwietnia (TU znajdziecie szczegóły), nie zostaje mi więc nic innego, jak polecić ją bliższym i dalszym znajomym ze Śląska. Rezerwujcie bilety i bierzcie dzieci do teatru! Na koniec, powiem jeszcze, że uczestniczyłam już w wielu różnych przedstawieniach skierowanych dla najmłodszych, ale śmiem twierdzić, że to było najlepsze, z jakim miałam w życiu do czynienia.

Oprócz “Dzieci z Bullerbyn” Teatr Miejski w Gliwicach ma jeszcze inną, bardzo fajną ofertę dla najmłodszych. Praktycznie co miesiąc można znaleźć w repertuarze interesujący spektakl dla dzieci (i nie tylko), z czego na przykład w lutym i w marcu na afiszu znajdziemy: “Małą Syrenę” czy “Niezwykły lot Pilota Pirxa” (dla dzieci 8+) oraz “W kole” (dla dzieci do lat 8). Konkretne informacje na ten temat znajdują się pod TYM linkiem.

Jeżeli jeszcze nie poczuliście się zachęceni do takiej formy spędzenia czasu z dzieckiem, to potwierdzę tylko, że pokazanie innej formy rozrywki, czegoś, co będzie zupełnie odmienne od kina, sali zabaw, czy kręgli, rozwijać będzie wyobraźnię, twórcze myślenie, kreatywność, poczucie piękna i estetyki, na pewno zaowocuje w przyszłości. Jeżeli nie macie możliwości wybrania się prywatnie do teatru, to zawsze możecie podsunąć pomysł nauczycielowi, żeby zabrał klasę na wybrany spektakl. Myślę, że będzie to bardzo fajna opcja kulturalnej wycieczki.

Na koniec jeszcze muszę nadmienić, iż “Dzieci z Bullerbyn” w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego, zdobyły główną nagrodę jury dziecięcego na Festiwalu Teatrów dla Dzieci 2019 w Krakowie. Taka prestiżowa nagroda, przyznawana przez najbardziej wymagającą, dziecięcą publiczność pokazuje, jakim wyjątkowym doświadczeniem jest obejrzenie tej adaptacji. Bardzo polecam!

Źródło:

https://ksiazki-sardegny.blogspot.com/2019/02/teatr.html

Pobierz recenzję .pdf

"Dzieci z Bullerbyn"

„Dzieci z Bullerbyn” w Teatrze Miejskim w Gliwicach, Dorota Józefiak
Kulturalna Mysz, blog
Dziewczyna leży na łóżku. Z szafki pod łóżkiem wystaje głowa chłopaka

„Dzieci z Bullerbyn” to książka, którą bardzo miło wspominam z dzieciństwa. Czytałam kilka razy i bardzo lubiłam.

We wrześniu przy okazji kolekcjonowania zamówienia w księgarni, wrzuciłam do koszyka audiobook. Nie zawsze mam okazję spędzić wieczór na czytaniu dzieciom do snu, więc chciałam, żeby mieli jakąś alternatywę. Córka nie słuchała wcześniej słuchowisk i innych opowieści, więc ciekawa byłam tego eksperymentu. Bardzo zaskoczyła mnie pasja, z jaką wysłuchała „Dzieci z Bullerbyn” po raz pierwszy. Nagranie trwa 9 godzin i tyle spędziła w pokoju – skupiona i wyciszona. Coś niesamowitego. Od tego czasu słuchała wiele razy. Płyta powoli się zużywa, a na półce pojawiły się inne audiobooki wydawnictwa Jung-off-ska. Wpadła jak śliwka w kompot!

Nie zastanawiałam się długo, kiedy pojawiła się okazja do obejrzenia przedstawienia w Teatrze Miejskim w Gliwicach. 27.01 po południu pojechałyśmy na spektakl. Córka nie mogła się doczekać. Książkę cytuje i opowiadała mi, po czym pozna Brittę, a po czym Annę i których rozdziałów nie może się doczekać.

Już na samym początku bardzo zaskoczyła mnie organizacja na widowni. Poza normalnymi fotelami, na scenie rozłożone były poduszki dla dzieci, które dzięki temu mogły być w centrum wydarzeń. Oczywiście córka skorzystała z tej opcji i miała niepowtarzalne wrażenia, a i ja obejrzałam spektakl w spokoju.

Przede wszystkim zaskoczyła mnie lekkość, z jaką przedstawiono Bullerbyn. Na scenie panował minimalizm – jedna konstrukcja, kilka dywaników, sześciu aktorów, a udało się dostarczyć widowni maksimum emocji i wrażeń. Całość została pokazana w spójny sposób, pomimo przedstawienia jedynie kilku rozdziałów. Aktorom udało się stworzyć piękną historię, w której poza szóstką dzieci byli też rodzice, sąsiedzi i dziadziuś. Przecież wystarczy dodać włosy, brodę ze ścierki czy zmienić ton głosu, żeby przedstawić zupełnie inną osobę! Super pomysł. Dodatkowo niezwykłe wrażenie zrobiła na mnie świetnie dopasowana muzyka, wpadająca w ucho, prosta i skoczna. „Kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej” brzmi mi w uszach do dziś. Fantastycznie!

Nie muszę przybliżać akcji książki, bo chyba każdy w dzieciństwie ją czytał – w końcu to lektura szkolna. Jednak chciałabym dodać, że niezwykle miło obserwowało się szóstkę przyjaciół, którzy funkcjonowali ze sobą bez złości, zazdrości, pełni prostych, dziecięcych i szczerych uczuć i reakcji. Tak wyczuwalna była w przedstawieniu dziecięca radość i niewinność, serdeczność względem drugiego człowieka. Piękne wzorce, których w literaturze dziecięcej powinno być jak najwięcej.

Z teatru wyszłam zachwycona. Moja mała gaduła rozprawiała o sztuce jeszcze kilka dni. Do dzisiaj wspomina poszczególne fragmenty przedstawienia i podśpiewujemy wspólnie piosenkę o kiełbasie. Jeżeli ktoś chce zaszczepić w dziecku miłość do teatru i do Astrid Lindgren, to „Dzieci z Bullerbyn” – zarówno książka (i świetnie czytany przez Edytę Jungowską audiobook), jak i ta sztuka są wspaniałą okazją ku temu. Polecam. Zarówno ja, jak i mój mały pomocnik, na którym testuję powieść od września!

Źródło:

https://kulturalnamysz.blogspot.com/2019/02/dzieci-z-bullerbyn-w-teatrze-miejskim-w.html

Pobierz recenzję .pdf

Organizatorzy / Partnerzy / Patroni

Teatr Miejski w Gliwicach