Wojtek Klemm

Ludzie bezdomni

Tomasz Judym, początkujący lekarz wywodzący się z najbiedniejszej warstwy społecznej, pnie się po stopniach kariery. Nieoczekiwanie dostaje posadę lekarza w uzdrowisku. To wymarzone dla niego miejsce, Judym zaczyna prowadzić bujne życie towarzyskie. Zakochuje się. Szybko odkrywa jednak na terenie uzdrowiska poważne zaniedbania. Mimo tej wiedzy lekarz próbuje sumiennie wykonywać swoją pracę. W dłuższej perspektywie okazuje się to jednak niemożliwe. Judym wchodzi w konflikt z zarządzającymi uzdrowiskiem. Czy z tego starcia wyjdzie zwycięsko? Czy pomoże mu w tym miłość?

Bohaterowie „Ludzi bezdomnych” panicznie boją się utraty domu lub tułają się po świecie nie mogąc tego domu znaleźć. Klucz do swojego bezpieczeństwa widzą w pieniądzu. Nie można ich za to winić – świat powieści Stefana Żeromskiego jest okrutny. Zamożni wierzą w swoje szczęście i nie wykazują się przesadną empatią. Kto jest biedny, ma pecha. Pogoń za zarobkiem zmienia świat, niekoniecznie na jego korzyść. To, co miało być uzdrowieniem, staje się źródłem choroby.

Ofiarą tej pogoni staje się przyroda. Zdegradowana do roli „dojnej krowy” mści się zbierając raz za razem nowe ofiary.
Wojtek Klemm czyta Żeromskiego na nowo – z ekologicznym gniewem i społeczną czułością. „Ludzie bezdomni” w Teatrze Miejskim w Gliwicach to pytanie o dom, który przestaliśmy szanować. Ilu z nas straci go przez katastrofę, którą sami karmimy?

Kiedy gramy Więcej
Dane dotyczące spektaklu
SCENA DUŻA
CZAS 1 godzina 50 minut, bez przerwy
PREMIERA 13 grudnia 2025

Twórcy

Adaptacja Tomasz Cymerman
Reżyseria Wojtek Klemm
Muzyka Aleksandra Rzepka
Scenografia i kostiumy Magdalena Gut
Choreografia Anna Maria Krysiak

Wiecej o spektaklu

"Ludzie bezdomni"

Witold Mrozek
Miesięcznik "Teatr"

Ludzie bezdomni? Przecież to nawet nie jest lektura szkolna. W Gliwicach lekceważony przez lata Judym – symbol społecznika-przegrywa – nabiera emocji, współczesnego tempa, politycznego gniewu.
Stefan Żeromski zaczął swoich Ludzi bezdomnych od scen w Paryżu, od Judyma na Champs Élysées i wizyty w Luwrze. W dynamicznym, granym z energią spektaklu Wojtka Klemma obrywamy od razu chłodem i brutalnością Warszawy. „Znowu Warszawa!” – krzyczy Tomasz Judym na początku spektaklu. Aktorzy wychodzą spomiędzy widzów, siadają na proscenium i rzucają prosto w twarz gliwickiej publiczności: „A bo to prawda, że jesteśmy barbarzyńcami, półazjatami? Nieprawda! Tacyśmy sami jak każdy inny… Walimy naprzód i kwita! Żeby tu wsadzić jednego z drugim z Warszawy, to widziałoby się, czyby i tak potrafili, wycackani przez ich parszywe konstytucje…”. Dramaturg Tomasz Cymerman dopisuje: „parszywe zachodnie konstytucje” – żeby nie było wątpliwości, w którą stronę wymierzony jest ten resentyment.

Toksyczna duma z tego, że miało się ciężko; zadowolenie z rozwoju kraju przeplatane frustracją jego niedorozwojem i małostkowością; pobłażliwie ironiczny stosunek do Zachodu, zmieszany jednak z podziwem – wszystko to znamy. Po stuleciu społecznych przesunięć, rewolucji i prób cofania ich skutków Judym jest w każdym z nas – zdaje się mówić Klemm. Pewnie dlatego Judymów występuje w tym spektaklu kilkoro – i to płci obojga. Praktycznie każdy z aktorów i każda z aktorek gra tu choć przez chwilę doktora, który staje się soczewką społecznych konfliktów – ekonomicznych nierówności, narastającego antysemityzmu, niespełnionych aspiracji, niedofinansowanej opieki zdrowotnej.

Konflikt jest u Klemma widoczny nawet w ruchu scenicznym postaci (za choreografię odpowiada Anna Maria Krysiak, niegdyś legenda Śląskiego Teatru Tańca). Podczas tego czy innego niby to zwykłego scenicznego dialogu powraca układ, w którym dwie czy trzy osoby napierają na Judyma, kroczą w jego stronę, zabierają mu przestrzeń. A i przestrzeń sceniczna jest tu znacząca. Scenografia Magdaleny Gut to równia pochyła – osoby tego społecznego dramatu to wspinają się na nią zaciekle, to zjeżdżają w dół – po platformie nachylonej w stronę widowni.

Żeromski u Klemma brzmi bardzo współcześnie i dość brutalnie. Konflikt społeczny, frustracja, niedokończony awans Judyma i poczucie winy z jego powodu. Znamy? Tak, mamy Eribona w domu, ma na imię Stefan; zamiast o „klasie ludowej” brzydko mówi o „motłochu”, z którego się wywodzi. W swoim nowym otoczeniu też nie może się odnaleźć. To nie wytarta ikona „rozdartej sosny” zbanalizowana w szkolnych brykach, ale bolesne, dotkliwe doświadczenie. Bardziej niż wzniosłe pozytywistyczne ideały pracy przemawia przez Judyma zwierzęcy lęk i obsesja, gdy krzyczy: „Ja jestem z motłochu, z ostatniej hołoty. Ty nie możesz mieć wyobrażenia, jaki jest motłoch. Nie możesz nawet objąć tego dalekim przeczuciem, co leży w jego sercu. Jesteś z innej kasty…”.

Trudno też o wątek bardziej aktualny niż zabijanie rzeki przez miejscową elitę gospodarczo-polityczną. Ten wątek z „uzdrowiska” w Cisach Klemm z autorem adaptacji Tomaszem Cymermanem uwypuklają w spektaklu. Mniej klarownie wypada wątek romantyczny – tu adaptacja traci ostrość. Zakochana w Judymie nauczycielka Joasia Podborska jest tu epizodyczną postacią, zagraną co prawda z pasją przez Alicję Stasiewicz, ale pozostającą gdzieś w tle. Cymerman z Klemmem sięgają po „Zwierzenia” – czyli pamiętnik Podborskiej stanowiący ostatni, w zasadzie autonomiczny rozdział pierwszego tomu – opis prób emancypacji; nie jest to jednak pierwszy plan Ludzi bezdomnych w gliwickim wydaniu. Wyraźniej wybrzmiewa w spektaklu relacja Teosi Judym (Aleksandra Wojtysiak) z bratem Judyma, robotnikiem na emigracji zarobkowej. Wiktor (Łukasz Kaczmarek) narzeka na „przeregulowaną” Szwajcarię jak współczesny polski konfederata na Unię Europejską. Marzy o Ameryce – z żoną się nie liczy.

Jeszcze mocniej Klemm z Cymermanem wydobywają wyczytaną z Żeromskiego queerowość inżyniera Korzeckiego (Kornel Sadowski), dandysa i przedsiębiorcy, który ściąga Judyma do Sosnowca. Po jego samobójczej śmierci rozpacza bezimienny piękny młodzieniec – ten wątek ledwo ukrytej homoseksualnej fascynacji analizował kiedyś dokładniej Mateusz Skucha w „Dwutygodniku”, przy okazji antologii „Dezorientacje” wydanej przez Krytykę Polityczną. Porażka awansu i zaangażowania Judyma zderza się tu z niemożnością życiowego i miłosnego spełnienia Korzeckiego.

Gliwiccy Ludzie bezdomni wyrastają z wnikliwej i zaangażowanej lektury powieści Żeromskiego, łączą zalety porządnej adaptacji klasyki z wyrazistością inscenizacji. Gdyby ten spektakl powstał w Warszawie, byłoby o nim pewnie głośno. Mam nadzieję, że nie przejdzie bez echa.

Teatr Miejski w Gliwicach, Ludzie bezdomni Stefana Żeromskiego, reżyseria Wojciech Klemm, adaptacja Tomasz Cymerman, scenografia, kostiumy Magdalena Gut, muzyka Aleksandra Rzepka, choreografia Anna Maria Krysiak, premiera 13 grudnia 2025.

Witold Mrozek
Krytyk teatralny i dziennikarz. Absolwent teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2012 roku współpracuje z „Gazetą Wyborczą”, publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Berliner Zeitung”, „Krytyce Politycznej” i „Didaskaliach”. Redaktor „Teatru”. Pochodzi z Bytomia.

Żródło: https://teatr-pismo.pl/rownia-pochyla/

Pobierz recenzję .pdf

Organizatorzy / Partnerzy / Patroni

Teatr Miejski w Gliwicach